piątek, 10 maja 2019

Kupiłam najdroższe kredki świata - oszalałam?

Nim przejdę do tematu z nagłówka to opowiem wam anegdotę sprzed 10 lat. Pracowałam w sklepie zoologicznym i któregoś dnia przyszła "Pańcia". Z yorkiem pod pachą. Charakterystyczny typ. 
Podbijam do niej grzecznie i uprzejmie. 
- Chcieliśmy szampon kupić. 
"My" chcieliśmy. Ona i albo jej wymyślona przyjaciółka albo psiak.  Spoko.
- Proszę bardzo, tutaj mamy szampon do sierści srebrzystej...
- On ma WŁOS!!! To jest york.
Święte oburzenie pod tapirem i rzęsami jeden do jeden. OK, myślę sobie.
- W takim razie szampony do włosów są tu, za ladą. 
I wzięła, kręcąc nosem na cenę, szampon do sierści srebrzystej za 70 zł, zamiast za 10. Ale skoro jej pies ma włos, a nie sierść (składającą się z włosów...) to trzeba płacić, nie ma lekko. 
No ja wiem, zaraz się odezwą właściciele kanapowców z sierścią płynącą... Ale proszę zadać sobie pytanie, czy to nabieranie zakochanych właścicieli w balona? Czy ta pani poczuła się lepiej ze sobą, że kupiła super ekstra szampon z Australii (chociaż chyba bolała ją cena) zamiast naszego rodzimego, o właściwościach niemal identycznych?
A sierść składa się z włosów, tyle, że wyrastających po kilka z cebulki. 

 Wracając do tematu.
Caran d'ache Luminance to... Najdroższe kredki świata. 
Są wedle użytkowników boskie, super, wspaniałe, lepsze niż czekolada i whisky, zależnie od gustu.
Są szwajcarskie co już samo w sobie o czymś świadczy - chyba...  No ale naprawdę? No naprawdę... 1000 zł za kredki? - 76szt ( z hakiem od 100 do 300zł w zależności od tego jak i skąd kupujemy) to jednak nieco paranoja. 
Za tysiąc ( musiałam napisać bo może ktoś uznał, że się z zerami rozpędziłam, nie nie rozpędziłam ) to można mieć telefon, aparat, ba lodówkę czy pralkę, a nawet suknie ślubną. Za tysiąc mam roczny zapas dobrej jakości karmy dla trzech kotów. Dobrej, nie najlepszej - normalna jestem. 
Tak - jestem normalna, nie wydałam tysiąca na kredki. Nie wydałam bo nie mam. A jakbym miała to pewnie bym wydała bo aż tak zupełnie normalna nie jestem.  
Wydałam stówę, na kilka kredek... W sumie to też już nieco kwalifikuje na kaftanik. Więc proszę nie zdradźcie mnie. Żeby uciszyć sumienie równowartość wydałam na żarcie dla kotów. Rzuciłam też coś na umierające na jakąś szatańska chorobę dzieciaczki. to można powiedzieć, że sumienie mam krystaliczne...
Tyle się naoglądałam o tych mercedesach wśród kredek, że postanowiłam zobaczyć o co ten hałas. A ponieważ mam wielki i ukochany mój zestaw Prism (kredki za pincet z USA), to nie byłoby sensu zakupować całego wielkiego zestawu tych szwajcarów. Znalazłam sklep gdzie sprzedają na sztuki - chwała im, że w ogóle są bo jak ci się któraś skończy to co? Znowu cały czy płaczesz bo nie masz najczęściej używanego koloru? A są takie zestawy gdzie nie dokupi się nic a nic. No lipa. 
No w każdym razie rozejrzałam się z ciekawości i zobaczyłam promocje. No nie, myślę, jak promocja to trzeba skorzystać.  
Wybrałam osiem kolorów, takich moich naturalnych i dwie z innej formy do kompletu. Pękła stówka ale z niecierpliwością czekałam na dostawę.
Powiem wam, sklep mnie zaskoczył, jeszcze tego samego dnia dostałam smsem info o terminie dostarczenia od przedstawiciela firmy. Potwierdził to portal kurierski wykonujący usługę. Szybko bardzo. Dwa dni robocze. 
Przyszła. Patrzę a tam pudełko prawie jak do butów. Hę... na osiem kredek? Otwieram, a tam wysypują się styropianowe kluski, i dwa foliowe pęcherze oraz trochę tekturowego makaronu. Pomiędzy tym całym szmelcem pakunek zawinięty w papier, folie bąbelkową i strecz. A pod tymi warstwami pięć pudełek, wąskich i długich. W pudelku po dwie kredki i kawałek papieru, żeby nie latały.
Powiem wam, że tak zabezpieczonego towaru to jeszcze nigdy nie dostałam. Jakby kielich kryształowy kupiła, a nie kredki. Chciałam nawet wystawić pozytywną opinię sklepowi, ale nie mają takiej opcji na stronie. Ale jakby kto był ciekaw to podam nazwę w komentarzu. 
Kredki ładne, dość duże, wyglądają na prawdę elegancko. A o tym jak się nimi pracuję to napiszę przy okazji prezentowania ilustracji, do której ich użyłam. 
Na dziś to tyle. 
Dalibyście tyle za kredki? Ja myślałam, że zabłysnę, ale kolega mnie zagiął mówiąc, że żona mu pokazała pędzle do makijażu za 3 tysiące. Nie wiem ile tych pędzli, może kontener z chin?
Pozdrawiam serdecznie. Podzielcie się swoimi kuriozami cenowymi, które spotkaliście.

34 komentarze:

  1. Dałam i owszem, za mulinę DMC Etoile- przepłaciłam i żałuję. Przy kolejnym hafcie wkurzam się i powtarzam "nigdy więcej". Ale ja doskonale rozumiem tę chęć mienia czegoś w dobrym gatunku i to niekoniecznie rzeczy potrzebnej, niezbędnej do życia. Jeżeli używasz tych kredek, widzisz różnicę między nimi i tymi tańszymi, a w dodatku sprawia Ci radość rysowania bardzo dobrymi kredkami, to dlaczego masz sobie odmówić ich kupna? Jest takie powiedzonko: "Nie stać mnie na tanie rzeczy". u mnie się ono sprawdza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też często słyszę to powiedzenie. Przeszłam i przez tanie muliny i kredki i przez te droższe. Widzę różnice w efektach i w samej pracy. Ale jak pisalam już niżej Pellagrinie, moja szafa ma wartość kilku sukienek koleżanki. Bo wole ciuchy z lunpeksu niż drogiego butiku czy sieciówki. Ale jedzenie dla kotów i materiały do twórczości chce mieć dobre i satysfakcjonujące. Jak mi się sweterek za dwa złote zmechaci to wywalę, ale jak mi się zmechaci kilka miesięcy mojej pracy nad haftem to mnie trafi. Szkoda moich nerwów na mulinę z chin, bo nie jest taka sama tylko o wiele tańsza. Czasami nie da się oszczędzić. A jakieś przyjemności człowiek powinien mieć.

      Usuń
  2. Ne przebiję was, nawet nie spróbuję, bo ja kupuje rzeczy tanie i to mnie kręci i to jest mój powód do dumy. Getry i koszulka z sekend hendu za 2 zł, roślinna sadzonka omdlała i niepewna za 3 zł - to mój sposób na zadowolenie. Ale nie oceniam i nie osądzam, bo dla każdego pieniądz to tylko sposób na podniesienie swojego Ego a ten Pan to władca absolutny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ubrania to mój sama nie wiem co, ale ostatnio za spodnie dałam całe 0,91 zł. Ciuchy kupuję najczęściej w lumpeksach bo uważam, że są nieadekwatnie drogie. Chętnie przyjmuję też od znajomych które robią miejsce w szafach na nowe. Zawsze coś mi przypasuje a co nie to puszczam dalej. Ale na dobre buty z żalem dam więcej, chociaż wtedy na przeceny poluję. Bo tanie buty nigdy mi sie jeszcze nie sprawdziły. Co innego koszulki, te po złotówce mogą być i są świetne.
      Zatem jakoś tak mam że na ciuchy czy perfumy nie dam dużo, ale wolę nieco więcej dać za jedzenie, a już na hobby to w ogóle... Ale sprawdziłam, tutaj to się akurat zgadza, że drogie kredki są lepsze od tanich, ale różnica w cenie jest za duża. Nie podnoszę Ego poprzez pieniądze. Nigdy nie przywiązywałam do nich nadmiernej wagi. Nie widać po mnie że dobrze nam się z mężem wiedzie, chociaż dużo poniżej średniej krajowej. Po prostu mam nisze gdzie wydam niezdrowo. Nie lansuję się drogim sprzętem, bo nie ma czym. Jeszcze niedawno sprzątałam dla zarobku, teraz na pół etatu w zawodzie pracuję, pandą jeździmy. Gdzie to ego ma tu się podnosić. Chyba przeredaguję wpis, bo wyszłam w nim na snobkę.

      Usuń
    2. Nie kupuję drogich ciuchów i też kupuje w lumpeksie albo w takich sklepach, gdzie są tanie ciuchy. Mam kilka tzw. porządnych, a w domu i na zakupy mam też porządne, ale za kilkanaście zeta. Bardzo często łapię okazje i tak ostatnio kupiłam komplet nici do maszyny-36 szpulek (kolorów) w bardzo ładnym pudełku na szpulki, za niecałe 70 złotych, a za pojedyncze zapłaciłabym jeszcze połowę kwoty do tego.
      Z tańszych mulin kupiłam Ariadnę i więcej jej nie kupię. Teraz tylko Anchor lub DMC. Piękną muliną jest angielska Peri Lusta, ale już wycofana z rynku. Też uważam, że strasznie zal było by mi, gdyby roczne haftowanie szlag trafił z powodu tanich marnych nici. Na razie przymierzam się do kupna perłówki, ale ta jest naprawdę droga.
      Na żarciu dla Bezy też nie oszczędzamy. Kupujemy Pedegree (sucha karmę i puszki). Nie będziemy wypychać psa tanim, byle jakim żarełkiem.
      Myślę, że cena tych kredek jest adekwatna do ich jakości a i pewnie firma ma już wyrobioną markę. Ja też na hobby potrafię wydać, bo nie wydaje na ciuchy, kosmetyki i np. alkohol.
      Nie wyszłaś na snobkę, no chyba, ze ja też wyjdę na snobkę, bo mam do forsy podobne podejście. A jeśli by nawet, to jest to chyba snobizm pozytywny:):):)

      Usuń
    3. A to powiedzenie to odnosi się do sprzętu AGD i właśnie artykułów do hobby. Obecnie wydaje ciut więcej forsy na meble- zmieniam po 30 latach prawie wszystkie, sukcesywnie od zeszłego roku. I tu staram się nie oszczędzać- meble robione według moich projektów, na wymiar- nie jest to lite drewno, ale też nie tanie paździochy- szuflady solidne, prowadnice, szafy głębokie itp. Firmę mam solidną, meble dopracowane, robione w dwa tygodnie, przywożone i stawiane na miejsce. Natomiast łazienkę wyremontowałam na zasadzie- kafelki tak, ale normalne, te tanie itp. Kabina prysznicowa- ścianka szklana i nic więcej- żadnych wyskoków. Łazienjka jest jasna, schludna i łatwa w utrzymani czystości. I o to głównie chodziło.

      Usuń
    4. Ale przecież Pedegree to jedna z najgorszych psich karm. Tania marketówa z 4% mięsa. Taniej jest kupić mięso w markecie, a są również firmy, które sprzedają mięso dla psów (barf) w fajnych cenach.
      Aneta

      Usuń
    5. Nie chciałam się wypowiadać o pedegree, ale jak już temat został poruszony, to się niestety przyłączę do Anety, że to karma z niską zawartością mięsa i wartości. W tym przypadku jak i u Royal Canin chociaż to wyższa półka, cena nie jest adekwatna do jakości. Ale to flagowce i na marketing idzie spor kasy. Karmy a podobnym składem kosztują nawet połowę tej ceny. Bo to jeden producent, Mars - jedna z największych korpo świata, obok Nestle.
      Ale nie chce tu rozpoczynać dyskusji o żywieniu zwierząt, bo nie o to chodzi. Chciałam jedynie uświadomić, że ta akurat karma jest za droga do jakości. Trochę jak ten Australijski szampon.

      Usuń
    6. Dobra, to jaka karma jest dobra, bo ja nie muszę akurat Pedegree kupować. Chodzi o dobro psa. Wprawdzie Beza się przyzwyczaiła, ale to taka mała "śmietniczka' dlatego nie obawiam się, by nowej nie pokochała.
      Ja pytam poważnie- sorry Luna, jeszcze tylko dokończymy:)

      Usuń
    7. Dziś nie dam rady ale jutro do ciebie napiszę. Polece coś.

      Usuń
    8. Przepraszam Cię Luna, bo temat żarcia dla psa wypłynął niejako przy omawianiu wydatków na hobby. Pani Aneta arogancko stwierdziła, że karmię badziewiem marketowym psa, kompletnie ignorując główny temat posta. Otóż jeszcze dodam, że na tym marketowym badziewiu mój pieska żyje 6 lat, kupy ma wręcz modelowe, nie chorowała ani razu na jakieś niestrawności. Karmę uzgadniałam z weterynarzem (weterynarz dobry, nie czepiać się go z kolei), kiedy Beza miała 1 miesiąc. Nie polecał konkretnej karmy, bo stwierdził, że trzeba wypróbować, która najlepiej psu spasuje. I spasowała ta, a nie inna. A że droga? No cóż na marketowe badziewie, które kosztuje wydam tyle, ile trzeba, skoro moja psica dobrze na tym żyje.
      I jeszcze... czytałam różne fora, różne wypowiedzi na temat karmienia psów i pokarmów dla psów. Nie ma jednoznacznych zaleceń. Jedyna wydatna cecha tych wypowiedzi, to zwrócenie uwagi na cenę pokarmu i tyle. Nie wydaje mi się również, by toksyczne wątróbki i szprycowane mięso (gotowane a i nawet zalecane surowe), były właściwym pokarmem dla psów.
      Jeszcze raz Cię przepraszam za te przydługie moje wypowiedzi.

      Usuń
    9. Nie przepraszaj, proszę bo ie ma za co. Żywienie zwierząt jest bardzo drażliwym tematem, są ludzie o dużej wiedzy i przekazujący ją innym na temat tego co wiedzą, a są fanatycy którzy utopią innych w łyżce wody. Jeśli Twój pies dobrze się czuje i ze smakiem jada tę karmę to dobrze. Można spróbować czy chętnie będzie jadł inną, ale z doświadczenia wiem, że po pedeegree psy nie chcą innej bo zazwyczaj jest mniej aromatyczna. Podobnie jest z whiscasem dla kotów. Ze swojej strony polecam karmy firmy Brit, ta która zawiera domieszkę zburz, jest kilka złoty droższa od P za worek 15 kilo. Ta bezzbożowa to już wyższy znacznie koszt. Z powodzeniem karmię nią moje trzy koty (oczywiście wersją dla kotów) ma rodzaje rożne, od wielkości psa po preferencje smakowe i wymagania typu wrażliwy żołądek. Ale to tylko moja sugestia. Jednak nie przeprowadzaj psiaka od razu, kup mały worek i mieszaj karmy, żeby flora jelitowa się przystosowała i nie było biegunek.
      To chyba tyle... jakby co to pisz, chętnie coś poradzę, ale nie jestem specjalistką, tyle co mnie wyszkolili kiedy pracowałam w sklepie zoologicznym. serdecznie ozdrawiam.

      Usuń
    10. Dzięki:) Coś z tym spróbuję zrobić:)Najpierw jakieś próbki, a potem zobaczymy, co na to beza:)

      Usuń
    11. Oczywiście, można karmić psa czym kto ma ochotę. Ale warto pozbyć się złudzeń czytając skład karmy. I - tak - również Pedegree jest produkowana z tego wstrętnego "szprycowanego" mięsa, a nie z ekologicznych kurczaków.
      Przykro mi, że mój post został odebrany jako arogancki.
      Szczególnie przepraszam Autorkę bloga za zamieszanie. To już się nie powtórzy.
      Aneta

      Usuń
    12. Przepraszam Aneta, poniosło mnie. Beza dobrze funkcjonuje na tym żarciu, a ja naprawdę staram się, by miała się jak najlepiej. Niepotrzebnie rozwinęłam temat.

      Usuń
    13. Nie szkodzi, nie obrażam się ;)
      Po prostu warto wiedzieć coraz więcej dla dobra naszych psiaków ;)
      Pozdrawiam
      Aneta
      PS. Dobre są puszki z Doliny Noteci i Animondy.

      Usuń
  3. Nie oszalałaś na pewno ! ;-) Gdybyś kupiła cały zestaw za tysiaka , to owszem ;-)))
    Najpierw sprawdź czy warte ceny, a potem zawsze można po parę sztuk dokupić...
    Wiesz jedni wydają na fajki kilka stówek miesięcznie i nie jest im żal , choć w domu się nie przelawa.
    A Ty kupiłaś piękne kredeczki i przynajmniej jakiś pożytek z tego jest :D
    Zapakowane solidnie, coby rysiki nie popekały :-)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie napisałam, że z Luny talentem i zamówieniami na portrety to bym na jej miejscu w raty jakieś poleciała ;p W końcu 999 na nawet 10 rat to 99 miesięcznie, a jaka radość z rysowania i jakie epickie koty by były! i Wiewiórki! oj...

      Usuń
    2. Też jestem za tym, żeby Luna te kredki za tysiaka kupiła i pokazywała nam tu epickie koty i wiewiórki!

      Usuń
    3. Po pierwsze, dziewczyny, bardzo dziękuję. Wiewiórki, mówicie...
      No właśnie wyszłam z tego założenia, że trzeba sprawdzić. I sprawdzam. Zawsze sprawdzam jak mam okazję nim wydam taką sumę. Ale wiem, że jak coś jest warte ten ceny to szukam kompromisu i rozwiązania.

      Usuń
  4. No ja też ciuchy z Second Hand, ale i tak raz w czas, bo ostatnio wyniosłam całą siatkę niezakładanych. A buty kupuję w Pepco :D Adidasy ostatnio kupiłam i niezniszczalne są! I takie jakby balerinki wsuwane na stopę i jest git. Nie noszę obcasów, więc jestem bezproblemowy człowiek. No i czasami jak w Biedronce czymś rzucą to kupię. Na przykład suszarkę do naczyń... Ale karmę koty mają Brita - jak niedostępny to ratujemy się Sanabelle albo Joserą kaczkową. Więc też nie jakiś kosmos, bo nie oszalałam, żeby kupowac Ferinę albo Purizona, którego szlachta moja nie ruszy...
    Ale hobby, oj tu już jest tak, że jak mi się rozwalił laptop kiedyś to poszłam z kasą świąteczną z pracy i wzięłam na raty. No, bo jak się ma bloga, jak się czasami odpali te Simsy to trzeba mieć na czym... Tak samo kompakt stary jak się zepsuł kiedyś to poszłam na raty 0%. Z Wetem to samo - wolę iść do mojej sprawdzonej i sobie rozłożyć na raty leczenie niż szukać jakiegoś w wiosce pod miastem, co to słyszałam, że kastrację robi za 20 zł... Dobra, ja moje ufam, wolę zapłacić te 80, ale wiem, że kot ma wszystko zrobione dobrze.
    I ja pewnie no nie pocieszę Cię, ale pewnie bym znalazła nawet i jakiś sklep z tymi nieszczęsnymi ratami 0% za kredki i pewnie bym spłacała i 30 rat w małej kwocie, ale kredki bym kupiła i robiła portrety na zamówienie, więc i byłoby z czego spłacić, o!
    Nie wiem, czy szalona jestem, ale tylko mówię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sensie na Twoim miejscu jakbym była z takim talentem itd :) Bo ze mnie akurat rysownik żaden ;p

      Usuń
    2. Oj tak, na kotach nie ma oszczędzania, są na pierwszym miejscu, zawsze.
      A reszta jak jest to jest a jak nie ma to nic złego, w końcu się pojawi. Pieniądze same w sobie nigdy mnie nie jarały, ale potrzebne są do poczucia bezpieczeństwa i do spełniania zachcianek, bo wiem, ze tak skonstruowany jest ten świat.

      Usuń
  5. Jakbyś kupiła komplet za tysiąc, to bym się do tego odniosła z pełnym zrozumieniem, bo doskonale potrafisz wykorzystać potencjał tych kredek, no i sama pisałaś o pomyśle rysowania na zamówienie, więc to by się szybko zwróciło. Jak masz taką wizję i ochotę, to się nie zastanawiaj, kupuj je i rysuj!
    Jeśli chodzi o drogie zakupy, to czasem kupuję markowe dobre perfumy, ale używam ich oszczędnie, więc wystarczają mi na długo. Ciuchy czy meble to nie są rzeczy, na które jestem skłonna wydawać dużo pieniędzy, ale jak już je wydaję, to wolę kupić jedną droższą ale porządną rzecz, niż kilkanaście pierdół. Nie mam potrzeby przebierania się coraz to w inne rzeczy, przemeblowywania domu itd. Już prędzej wydam na hobby, książki itp.
    Jeszcze dwa słowa w temacie opakowania, w jakim dostałaś kredki, bo rozbawiła mnie analogia do mojego zakupu. Pudełeczko 36 kredek Polychromos dostałam w pace wielkości ekspresu do kawy, wypełnionej zwojami pociachanej ofoliowanej tektury (jak to teraz zutylizować?). No i mnie to akurat zbulwersowało, bo to przecież nie kryształ, a bezpiecznie można opakować zachowując jednocześnie zdrowy rozsądek i odrobinę estetyki. Czułam się, jakbym wyciągała te śliczne kredki z kubła na śmieci i w tamtym momencie naprawdę mnie to zniesmaczyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No też miałam taką tekturę, nazwałam to makaronem, z tym że u mnie nie była ofoliowana. No fakt, wyobrażam sobie, że odczucie wyjmowania polichromosów ze ścinek było co najmniej ambiwalentne. A swoją drogą te kredki też uwielbiam, mam kilkanaście i z czasem poszerzę paletę. Bo doskonale się uzupełniają z moimi prismami.

      Usuń
  6. Borzezielony, ile ja w życiu wydałam na książki :-) A od trzech lat na podróże po Polsce. Postanowiłam sobie nie żałować. Całe życie ściubiłam, żałowałam i nic się nie uzbierało. Ciągle nie było. A teraz, nie żałuję i jest.
    Malowanie jest dla ciebie ważne, kupuj kredki zdrowo i ciesz się. Cieszenie się to podstawa!!!!
    Ja do tej biednej pani wrócę z Yorkiem...Czasem, dość często nawet, kiedy nie umiemy się sobą zaopiekować, polubić, dowartościować, to robimy to na partyzanta, przez pieska na przykład. Dbamy o psiaka tak, jak nie umiemy zadbać o siebie. W większości pozory mylą. Robiło się, to się wie :-) Zrób to ćwiczenie, które opisałam u siebie pod twoim wpisem. Będzie ciekawie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jakoś tak odebrałam tę Pańcię jako chodzący kompleks wyrażający poprzez posiadanie popularnego psiaka. Nie jestem chyba z siebie dumna, dziś może bym jednak wyjaśniła kobiecie co i jak i po tym niech podejmie decyzje rozsądkiem a nie z poziomu ego. Ale ja byłam wtedy daleko przez terapiami, samoświadomością i rozwojem wewnętrznym. Nie lubiłam siebie i nie lubiłam świata oraz ludzi.
      Ech, pieniądze są dla ludzi tematem bardziej krępującym i emocjonującym niż seks.

      Usuń
  7. 1000 za aparat?! Chyba na zęby! Profesjonalna puszka, to 25 koła, a do tego stałka za 50 lub więcej! Dodaj do tego statyw mańka (ok. 1500), gimbala (min. 1000), plecak (tudzież) i już masz mieszkanie w Ostrołęce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, można kupić samochód za 30 tys i taki za milion... małpke można dostać za tysiąc, o takim aparacie mówię, bo jak ktoś daje tyle co piszesz, to ma z d... moje kredki.

      Usuń
  8. Po obejrzeniu rysunku kota ( z przyszłego posta) uważam, że jeśli rzeczywiście te kredki są świetne to dałabym i ten tysiąc. Chociaż wydaje mi się, że artystka twojej kategorii to ma talent w sobie a nie za sprawą kredek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, no ja sie zgadzam, że to nie kredki odwalają robotę... ale ułatwiają. Dają efekt oczekiwany...Ni i takie tam:)

      Usuń
  9. Witaj powoli kończącym się majem
    Każdy na swoje pasje czasem wydaje majątek. A Twoje hobby na pewno nie jest tak kosztowne jak inne...
    Pozdrawiam moim ulubionym zapachem akacji, którym zachwycam się teraz na każdym kroku

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.