niedziela, 9 czerwca 2019

Gdzie byłam, co widziałam i przeżyłam oraz wymyśliłam.

Hej, hej wszystkim. 
Nie było mnie bo byłam... oj, gdzie ja to nie byłam... No w każdym razie wiele się działo takich rzeczy mocno absorbujących moją uwagę i wymagających energii.  
Najpierw był wieczór panieński, którego organizatorką byłam ja. A zaraz po tym ślub. Ślub w pałacu, z pompą, z motorami i hałasem i... mordobiciem.

 
No bo co to za ślub jakby nie było mordobicia? No więc było i nikt by nie robił z tego afery gdyby nie fakt, że jeden z bokserów zaginął. 
No w sumie jak widziałam innego, który wściekły niczym berserk na polu walki, szukał petenta, to mu się nie dziwię, że zawinął kitę i w nogi. Tyle, że to pałac, z parkiem w którym płynie rzeka, z wieżą w remoncie i jakimiś zapadliskami i ruchliwą droga kilkaset metrów dalej, a zaginiony kogucik był pijany w sztok i była trzecia w nocy. No i Damy naszych kozaków bardzo się o "petenta" martwiły. Kierowniczka hotelu też. A mój mąż i ja jako jedyni prawie trzeźwi i do tego w rangach świadków, pomagaliśmy szukać delikwenta - bezskutecznie. 







Odnalazł się dnia następnego - w pociągu do najbliższego miasta wojewódzkiego.  Uff...
Ale nie! jakie tam uff, zaginął następny?  Równie pijany ale nie na "kozaka" tylko na "słupa" co stoi i się chwieje. Ponoć wyszedł z pokoju w nocy i ślad zaginął. Ale jako, że młodzi już byli na nogach, a to był ich znajomy, olaliśmy sprawę i ruszyliśmy w drogę powrotną do swojego życia. Wieczorem okazało się że "słup" pijany jak pierun, nie mógł znaleźć swojego pokoju, ten co opuścił to nie był jednak jego, wsiadł do auta i pojechał do rodziców. No brawo...
Niektórzy to powinni pić tylko mleko i to najlepiej 1,5 procenta. 
Do tego cwany złodziejaszek łiskaczy i weselisko po polskiemu.
Po tych traumatycznych wydarzeniach, postanowiliśmy zwiać na urlop i tu pojawił się mały dysonans, bo ja chciałam w Bieszczady, a Szparag do Grecji. Ja się boję latać, a Szparag chce basen i morza ciepłego.  Ja chce ciszy i natury, a Szparag słońca i pogody.
 
Zatem powiem wam - Grecja mię rozczarowała.
Słońca za dużo, morza za dużo, wiatru za dużo, ludzi z dziećmi za dużo i latania zdecydowanie za dużo. Prochów uspokajających za mało. Drzew za mało - głownie oliwki. Psów bezdomnych za dużo, kotów za mało. Wąż jeden żywy, jeden rozjechany. Na ścianie gekony i to na plus. Poza tym... szału nie ma. 







Grecja... no powiem, piękna ale syf. Śmieci, śmieci i jeszcze raz śmieci. Mam wraże nie, że tam nic nie jest robione ponad absolutnie konieczne minimum.  Wiecie, autostrada, taka co z lotniska do ich największego mostu i dumy prowadzi. No asfalt i nic poza tym. Żadnego pobocza, barierki... słupków, nic. Jak się kończy asfalt to masz poniszczone krzewy jakimś buldożerem na ok trzy metry, pozostawione tam już od lat, śmieci oczywiście i potem już las czy co tam obok, góra, wąwóz czy pole. No ja rozumiem, że kryzys mieli. Ale chyba się nie dziwię skąd on. Dziwne nieco podejście. W hotelu pięknie, czysto, chociaż na warunki polskie to średnio, ale ja akurat pedantką nie jestem. I nie będę lamentować na zaciek na umywalce, ale na lodówkę czy wrak samochodu porzucony w lesie przy szosie dziesięć lat temu, już mi się krzywi ryjek. Na zmielone razem z resztkami uprawy plastikowe rury od nawodnienia, porzucone elementy budowlane, styropian, opony, bidony... już tak. No i jakaś dziwna moda na palenie śmieci, ok, te z plaży i palm, organiczne jeszcze zniosę ale butelek i innych śmieci. Bardzo eko utylizacja. 
No więc mam mieszane uczucia. Bo bieda biedą, ale jakaś taka schludność to insza rzecz. U nas to jak jest takie podwórko czy ulica to się mówi, że patologia, a tam pod lotniskiem mają patologię i dla nich to norma.  A takie piękne widoki i tak oszpecone przez ludzi. No szkoda trochę. 
Koniec jęczenia. Powiem tylko, że jedzenie mieliśmy wyśmienite. A powrót samolotem to był koszmar. Nie, że samolot jakoś źle leciał, ale ja się tak bałam, że pani o wyglądzie ubogiej blond Godlewskiej z odpadających sztucznymi rzęsami (że jej nie przeszkadzało, że kilka wisiało na innych) postanowiła mnie uspokoić mówiąc "proszę się nie bać, będziemy bliżej nieba". No gdyby nie mój paniczny strach to bym się na ten kontrast roześmiała, bo to było ostatnie czego mogłabym się po kobiecie o takim wizerunki spodziewać. Ach te stereotypy... Wstyd Luna, wstyd tak oceniać ludzi... Ale że jej te rzęsy nie zawadzały?
A jak wracaliśmy już do domu samochodem, który grzecznie na nas czekał pod lotniskiem to złapała nas ulewa trójlecia - nie wiem czy jest takie słowo. 
Dnia następnego (nie pytajcie co mi mówiły koty, nasłuchałam się, zwłaszcza, że nazajutrz jechaliśmy dalej) Przeczytałam opinie Australijskich naukowców że ludzkości zostało jakieś 35 lat i będzie koniec. Argumenty maja mocno do mnie przemawiające, mocno ekologiczno środowiskowe i nawet jeśli to nie 35 lat a 55 czy 75 to jest to bardzo smutne. Przygnębiło mnie na kilka godzin, musiałam sobie wiele przetrawić. Bo uznałam że nie można już udawać, że to mnie nie dotyczy. Bo zmiany które zachodzą to JUŻ zachodzą i JUŻ są odczuwalne tego skutki. A niestety to będzie przyspieszać kaskadowo i może się okazać, że za 20 lat będzie "kasacja". Bo Wystarczą trzy stopnie w gorę, a nie przetrwamy tego. Ludzi coraz więcej, a zasobów coraz mniej, będzie walka o miejsce, o tlen o wodę zdatną do picia. Teraz to brzmi jak scenariusz filmu katasrtoficzno S-F, ale prawdopodobieństwo jest większe niż to że będę miała emeryturę zus. 




 
Na koniec - kłótnia rodzinna.
Przy ognisku, z kiełbaskami i lampką wina, nagle podniesione głosy na tematy polityczne. Ponieważ ja ogólnie się tymi sprawami to średnio, słuchałam i złościło mnie tylko to, że dyskusja dawno straciła prawo do tego miana. Szparag z moimi rodzicami zaczęli się pieklić, więc rzuciłam tylko kilka ostrych słów co myślę o poziomie wypowiedzi , zabrałam swojego nibybrowarka o smaku mango z limonką i poszłam nad staw. A tam przeżyłam epicki zachód słońca w towarzystwie żab, kaczek, zimorodków i niestety komarów. Tych ostatnich kilka poległo.

To chmury z kotliny kłodzkiej wieczorem przed ślubem. Nad staw nie wzięłam telefonu ani aparatu.
Po półgodzinie Szparag z psem przyszedł po mnie. Oznajmił, że już jest ok, że wszyscy pogodzeni, wyjaśnieni. Se musieli powyrzucać frustrację. Dowiedziałam się też przy okazji, że moja mama, uważa iż moja "ucieczka" z placu boju jest jej porażką wychowawczą, bo mnie pod kloszem trzymała. A ja uznałam, że raczej moim sukcesem rozwojowym, że zamiast dolewać oliwy do ognia i pyszczyć jak przekupa razem z nimi w sprawie która średnio mnie grzeje, opuściłam bajzel. 
Dużo i bardzo subiektywnie. Mam nadzieję, że nie zmieszacie mnie z błotem, bo to wszystko tylko moje osobiste spostrzeżenia i odczucia. 
A przede mną jeszcze dwa dni w spa z kąpielą w winie. To takie miłe podziękowanie młodych za nasze dzielne świadkowanie. I koniec urlopu. 
Pozdrawiam gorąco.
 

32 komentarze:

  1. Przecudny ten pałac i żeby się w nim tak opić, by z tych uroków nie skorzystać? szkoda, że przy tym popsuli innym zabawę. Jeśli chodzi o samolot.. jak ja Cię rozumiem. Nie zmieszam Cię z błotem, bo na temat dyskusji politycznych mam takie samo zdanie. Pozdrawiam:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zgadzam się, że nie korzystali z uroków. Ino z procentów na stole hojnie wystawionych. Latanie to dla mnie koszmar.
      Również serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  2. Ja też uważam, ze to sukces rozwojowy:) Tak trzymać i nie dać się:) Lepszy samotny wieczór nad stawem niż w towarzystwie żrących się ludzi. W dodatku bliskich, o zgrozo. Do samolotu nie wsiądę, chyba, ze mnie młotkiem zgłuszą, dlatego podziwiam Cie, że jednak poleciałaś. Nie wiem dlaczego, ale te południowe kraje kojarzą mi się z żarem i brudem. Wcale mnie tam nie ciągnie.
    Wesela mają to do siebie, że ludzie walą się po ryjkach, chleją na umór, lądują w nie swoich sypialniach z nie swoimi partnerami i czasem "znikają". Odnajdują się rano w różnych miejscach- pod stołem, w zamkniętym od wewnątrz WC, w jakimś schowku czy w piwnicy, starej altance lub pod ostatnim na skraju parku krzakiem. Tylko patrz, czy jakiegoś rozwodu po tym weselu nie będzie.
    Fajnego pobytu w tym SPA. A Twoja skóra lubi wino wytrawne czy słodkie?:):):):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja bym ten młotek chciała, ale wtedy procedury, duperele i nici z lotu. Poleciałam bo miałam nadzieję, ze już mi strach przeszedł, że go pokonałam - lipa. A to był mój szósty lot.
      Nie przepadam za weselami głównie z powodu nadmiaru alkoholu.
      Skóra to chyba żadnego, ale podniebienie to półsłodkie lubi i nie za mocne, a najlepiej z bąbelkami:)

      Usuń
  3. Orany, jaki high life :-) Zamek bardzo wytworny, dopracowany, elegancki. Choć, jak znam wesela, później trzeba przegonić wiele pawi z kątów. Ale cóż by to było za wesele, bez odrobiny dramatu?
    Rzucaliście ze Szparagiem monetę czy jak, że wypadło na Grecję?
    Nie byłam, nie wiem czy się wybiorę kiedyś, Grecja w mojej wyobraźni zupełnie inna jest. Z tego co piszesz, może lepiej nie konfrontować?
    Jeśli chodzi o katastrofę naszej cywilizacji, to myślę, że klepnięte już. Wyginiemy. Ale Ziemia sobie poradzi, nawet jeśli będzie musiała zacząć od samiuśkiego początku.
    Postanowiłam w tym wypadku robić co mogę, a resztę oddać w ręce Wszechświata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli masz z tym końcem naszej cywilizacji podobnie do mnie. A ja liczyłam na Erę wodnika... ale chyba nie doczekamy.
      Monety nie było, ustąpiłam. Bo on ciężej ode mnie pracuje, więcej przynosi i stawia zawsze urlop. Wiem jak mu na tym zależy i jak to lubi. Kocham go i chce sprawić przyjemność, nawet jeśli to jest łaskawe zgodzenie się by zabrał mnie na wakacje do Grecji...

      Usuń
  4. Na weselu byłam ostatni raz jakieś 4 lata temu i pomimo, że też byli tacy co to im mocno dymiło ze łbów to jednak nikt nie wylądował w zagrodzie niedźwiedzi, ani w stawku u pelikanów, a weselicho odbywało się na terenie naszego zoo ;)
    Odbyłam tylko 2 podróże samolotem wte i wewte, ale wspominam je bardzo sympatycznie, a to ze względu na widoki za oknem, zrobiłam pierdylion zdjęć ;)
    Cudowne te chmury nad tym rzepakiem!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mnie ciekawiło wesele w Zoo. Chciałabym, ale wiem, że moi goście byliby średnio zadowolenie z zapachów, a co niektórzy nadgorliwie zainteresowanie inwentarzem.
      No jakbym się nie bała to pewnie bym te chmury podziwiała, ale za okno bardzo boje się spojrzeć bo dociera do mnie jak wysoko jestem i jakie to nienaturalne.
      A cały spektakl nad polem rzepaku był niesamowity, trwał dość długo. Lubię z mężem takie wspaniałości natury podziwiać.

      Usuń
    2. Ja się pochwalę, że parę lat temu byłam na weselu we wrocławskim zoo, dopłynęliśmy tam Odrą prawie wprost z kościoła stateczkiem, było super! Zapachy nie dawały się we znaki. Goście trafili się na poziomie, nikt nie upił się na tyle, żeby próbować całować się z niedźwiedziem :)))).

      Usuń
    3. No to super. Ciekawa jestem tylko ile sobie liczą za taką imprezę.

      Usuń
    4. Finansowych szczegółów dokładnie nie znam, ale pamiętam jakieś rozmowy na ten temat, to nie wychodziło wcale drożej niż w innych lokalach. To jest kwestia wynajęcia lokalu (letnia restauracja na terenie zoo, a nie całe zoo przecież!), menu można ustalić w opcji odpowiedniej dla posiadanych funduszy, alkohole drogie lub tanie itd, wiadomo. Dużym walorem jest dobra pogoda, za którą się nie płaci, ale zamówić odpowiedniej niestety się nie da :). Wesele, na którym byłam, było w dużym stopniu zorganizowane we własnym zakresie przez młodą parę - muzyka, dodatkowe atrakcje artystyczne wykonane przez przyjaciół itd. W każdym razie - wesele w zoo może być bardzo drogie albo w normalnych cenach, w zależności od tych różnych elementów.

      Usuń
    5. PS. jak już się tak rozpisałam... To zdjęcie z chmurami nad rzepakiem to faktycznie cudo! i aż się prosi o namalowanie :)))

      Usuń
  5. Pałac piękny, chętnie bym sobie trochę pomieszkała.:)
    Wesel nie znoszę, to dla mnie kara, jak muszę być. Jedyne, na którym byłam od początku do końca, to moje własne.
    Grecja mnie jakoś nigdy nie ciągnęła. Moi rodzice byli, im się akurat podobało, ale byli kilkanaście lat temu. Ja wolę inne klimaty: Rzym, Egipt.:)))
    Polityki nie cierpię. Dodatkowo za to, co robi z ludźmi. Jeżeli ktoś chce wywołać awanturę, to nie musi się specjalnie wysilać - wystarczy, że zacznie mówić o polityce...
    Leciałam dwa razy (czyli tam i z powrotem) i zdecydowanie chciałabym więcej.:) Na początku trochę się stresowałam, ale podobało mi się bardzo.
    Chmury cudowne. Na takie spektakle mogę patrzeć i patrzeć.:)
    Dlaczego mamy Cię mieszać z błotem? To przecież Twój blog i piszesz o czym TY chcesz.:) Poza tym i tak nie mam błota, u nas susza i gorąco.:) Chociaż wczoraj w nocy temperatura spadła poniżej dziesięciu stopni.
    Podoba mi się to zdjęcie z palmą. A na tym pierwszym wygląda, jakbyś miała oryginalne nakrycie głowy.:)
    Od jednego kociego zdjęcia boli mnie już szyja, muszę je szybko przesuwać przy oglądaniu.:)))
    Mam nadzieję, że to spa opiszesz.:)))
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pałac piękny, ale zimny, do tego jeszcze wiele milionów trzeba w renowacje włożyć... Za weselami tez nie przepadam, najbardziej lubię na nich jeść:)
      Dla mnie takie durne dyskusje czy raczej kłótnie o politykę są wyrazem skrywanej frustracji i brakiem ogłady.
      Chodziło mi o to co napisałam o pani z samolotu. Tak ją odebrałam a wiem, że komuś moje opisy mogą się spodobać. Wiesz, teraz ludzie się polaryzują, jedni jada p bandzie inni czepiają się każdego słówka.
      A jak susza to nie dobrze, oj nie dobrze. chociaż słyszałam, że lipiec ma być niby mokry. Zobaczy się.
      Opiszę, mam taki zamiar ale nie poświęcę temu chyba całego posta, mam kilka zdjęc z wiosny wię też bym pokazała chętnie.
      Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  6. Witaj jeszcze wiosennym porankiem
    Nawet już nie pamiętam kiedy byłam na weselu.
    Najchętniej jednak w taką pogodę posiedziałabym nad wodą lub zatopiła się w rzepakowym polu
    Pogody w sercu i radości płynącej z pięknej, dojrzałej Pani Wiosny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ismeno.
      Wodę lubię podziwiać i może zamoczyć nogi. Pływam dobrze, ale nie lubię zmian temperatur związanych z wchodzeniem do wody w całości.
      A rzepak obecnie jeśli nie ścięty to już mocno śmierdzi.
      Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  7. Do tej Grecji to następnym razem wyślemy Twojego Szparaga z moim małżonkiem, a ja z Tobą w Bieszczady :). Bardzo Ci dziękuję za opis Grecji, dokładnie zgadza się z moimi wyobrażeniami, muszę pokazać mężowi, bo on mi o tej Grecji ciągle truje :). My czasem jeździmy do Chorwacji i dla mnie część północna, gdzie jest odrobina roślinności, to jeszcze jest w miarę do strawienia, i to pod warunkiem, że jest późny wrzesień albo wczesny maj, czyli temperatury bliżej 30 niż 40 stopni. Im dalej na południe, tym bardziej księżycowy krajobraz. Syf może nieco mniejszy niż w Twoim opisie, ale generalnie południowcy są leniwi, co poniekąd tłumaczy ten wściekły upał, w związku z czym nie sprzątają, nie dbają... Rozmawiałam kiedyś z podróżnikiem, który wszystkie zakątki świata odwiedził, i on mi przyznał rację, że im dalej na południe, tym większy syf i brud. Wyjątek to Emiraty, ale wiadomo, jak się ma tyle kasy, to można biednych Pakistańczyków zagonić, niech robią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. Ja jestem zachwycona Chorwacją ale tą częścią gdzie są jeziora Plitwickie. Ładne mają góry, a jako, że chyba kraj bogatszy to jakoś jednak porządek utrzymują większy. Przynajmniej ja tak zaobserwowałam. Ale byłam raz. Do Syfu greckiego to się nawet Czarnogórski nie umywa. A myślałam, że tam najbrudniej.
      Jestem za ta zamianą, chętnie skoczę w Bieszczady, ale mój nie poleci nigdzie beze mnie.

      Usuń
  8. A wiesz, jak byłam na Krecie to...zdziwiło mnie właśnie że jest tak czysto. I Kotów dużo. Takich leniwie wyglądających na bezpańskie. Też bym wyszła nad staw- po co pieklić się z powodów politycznych?
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, jaka różnorodność. Może na krecie bardziej myślą po naszemu, dla turystów, wizerunku?

      Usuń
  9. Grecja, wesele, mordobicie, wanna z winem, kłótnia rodzinna, koty, kredki, mango z limonką ... Ty to żyjesz na całego:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to wygląda... i powiem, jestem nieco zmęczona. Przyznam, że chętnie już wrócę do swojej codziennej rutyny.

      Usuń
  10. Tyle się nadziało u Ciebie w te upały, od samego czytania ciśnienie mi się podniosło. Wesela wcale nie są wesołe ale to raz w życiu (tak wtedy wierzymy) stąd te pałace i zadęcie. Mam nadzieję, że w tej Grecji chociaż pogodę mieliście znośną bo u nas to apokalipsa, nie trzeba 35 lat, starsi i dzieci padną na udar a reszta się będzie biła o wodę. Ale niech tylko upały odejdą, znów znajdę w życiu radość i uciechę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Grecji było przyzwoicie chłodny, zwłaszcza, że wiatr był od morza dość mocny. Życzę Ci szybkiego powrotu do sił i oby aura już tak nie wykańczała.

      Usuń
  11. Wesele filmowe, Grecja to jednak zawsze Grecja, a reszta? Życie! Podzielam Twój pogląd o dojrzałości:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że podzielasz mój pogląd. A wesele było, moim zdaniem typową pokazówą...

      Usuń
  12. Zachwycam sie kilkoma zdjeciami u Ciebie, Luno. Boskie! Pierwsze to z tą rzeczką, w której odbija sie róz nieba o zachodzie. Drugie to drózka pod szpalerem zieloności, jak w tunelu jakimś cudnym - w Grecji. No i wreszcie ten spektakularny zachów na koniec, nad polami. Wyjątkowe widoki! Napasłam me oczy tym pieknem i dziekuje za ich pokazanie tutaj!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba się tym pięknem cieszyć puki możemy... ech, nie bedę smęcić ale jeszcze mnie trzyma deprecha...
      Pozdrawiam.

      Usuń
  13. Miałaś niezłe przygody;)
    W ubiegłym roku organizowałam wesele córci i bardzo się bałam takich właśnie ekscesów, na szczęście było kulturalnie i wspaniale. Zdziwiona jestem tym co piszesz o Grecji. Byłam na Krecie i Santorini i wciąż jestem pod wrażeniem widoków, roślinności, jedzenia, a przede wszystkim podoba mi się ich podejście do życia, na wielkim luzie, czego my nie potrafimy. Poza tym Grecy to ludzie spokojni i pogodni.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie byłam na popularnych turystycznie wyspach, może tam jest schludniej. Ale kontynentalna Grecja przywitała mnie brudem i śmieciami. Zgadzam się, że mieszkańcy są wyluzowani i tacy chill ale może właśnie dla tego olewają sprzątanie bo przecież "z tego się nie strzela" to po co się pocić w ten upał.

      Usuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.