niedziela, 14 lipca 2019

Jest światełko nadzieji - woda w stawie, a woda to życie.

Jadąc w piątek do rodziców w Dzicz, nie spodziewałam się żadnych rewelacji. Liczyłam na opady deszczu, na burzę, bo jak wiecie z ostatniego mojego wpisu o suszy, mocno mnie ten brak wody martwi. Oczywiście codziennie rano na laptopie odpalam dwa radary internetowe - radar burz i radar opadów. Lubię śledzić co dzieje się w atmosferze. Z prognoz wiedziałam, że weekend zapowiada się taki na jakie większość ludzi narzeka, czyli chłodny i mokry. A ja się każdą kroplą, każdym pomrukiem przestworzy cieszyłam jak dziecko. Tak, przyroda, las, łąka i spragniona gleba, bardzo radośnie zareagowały na ten deszcz. Może nie był on jakiś bardzo duży, na szczęście nie gwałtowny i zlewny. Sam fakt pochmurnej pogody był pocieszający bo palące słonce nie zabierało resztek wilgoci. 
Swój zwyczajowy spacer zaczęłam zaraz za płotem. Pisałam wam już o tym, że moje dęby w lesie cierpią na mączniaka. 






No, nie wygląda to ani ładnie ani zdrowo. Młode listki, którymi drzewo chciało nadrobić straty w pierwszych liściach, błyskawicznie poległy pod naporem choroby. Pod drzewem wygląda jak w październiku. Ale wiem, że przyroda sobie poradzi. Po raz kolejny da radę i na wiosnę wypuszczą nowe liście, oby zdrowe przez cały sezon. Nie wiem jak sobie tak osłabione przez drugi rok, drzewo będzie radzić w późniejszym czasie. 

Na pocieszenie dodam, że na szczęście w tym roku na stawie jest woda. Nie spuścili jej tak jak w ubiegłym roku i chyba tego nie zrobią już jako, że ryby wpuszczone i nawet właściciel je dokarmia. Ponoć karmą dla kaczek i gęsi. Dowiedziałam się, że jest już zmęczony walką o każdą kroplę wody i ma w planach zalesić teren na którym jest staw. Jeszcze nie wiem co o tym myśleć. 
W każdym razie jeśli są ryby to są... Czaple. W tym dominują czaple białe.











A także łyski z młodymi. Pojawiły się też gęsi, ale akurat jak padało i nie miałam aparatu.  
Nad brzegiem śmignął mi, piszcząc zimorodek. Musiałam się mocno na wyginać, żeby zrobić mu zdjęcie, bo usiadł w miejscu które było widoczne z wody. A nie miałam ochoty moczyć butów dla pospolitego ujęcia:)




Spacerowałam tylko kawałek, ale i tak nie mogłam nie zauważyć ciszy jaka panuje w lesie, na polach, łąkach i mojej grobli. Ja wiem, że ptaki już wyprowadziły lęgi i nie mają większej potrzeby wyśpiewywania serenad. Ale nawet trzcinnik nie drze dzioba jak zwykle. Jakby go w tym roku nie było. 
Na polach skowronki też jakiś mniej aktywne, bocianów nie ma, jeden się objawia czasem. U mnie jeszcze zboża nie skoszone, to mazurki i inna polna drobnica mają używanie. 





Kilka obserwacji przyrodniczo ekologicznych poczyniłam. Takie na przestrzeni kilkunastu lat. Otóż, pojawiło się więcej żurawi, a mniej bocianów. Pojawiły się czaple białe, oprócz siwych. Zamiast stad jaskółek dymówek nad polami latają jerzyki. 
W tym roku nie widziałam prawie saren, jedną z młodym. 






Niestety w tym roku jarząb u sąsiada nie ma owoców. Dwa lata z rzędu z ogromną radością obserwowałam i fotografowałam na niej kosy połykające te pomarańczowe kulki. I jakoś mi tak smutno, że w tym roku nie będę miała okazji sprawdzić swojego refleksu w tej materii. Wszechświat najwyraźniej uznał, że należy mi się jakaś rekompensata, ponieważ pozwolił mi na sympatyczną obserwację w gęstych zaroślach. 
Ptaszek którego zobaczyłam i uwieczniłam, najprawdopodobniej wraz ze swoim partnerem buszował w poszukiwaniu jedzenia i nie specjalnie był płochliwy. 




 Warunki do zrobienia dobrego czy przyzwoitego zdjęcia nie były najlepsze, bo i pochmurno i zacienione zakamarki. W pewnym momencie ten przedstawiciel leśnej drobnicy - prawdopodobnie muchołówka szara połasił się na owoc czeremchy. 






Niestety, owoc mu wypadł z dzioba i ptaszek wyglądał na na prawdę skonsternowanego tym, jakże niekorzystnym obrotem spraw. 
Ale tak wam się przyznam, że ja czuję w powietrzu aurę jesienną. Mgiełki i chłód, zapach próchnicy i grzybni. Do tego ptaki zachowują się już jesiennie. Może to tylko moje przeczulenie i jakaś autosugestia. Motyli i owadów ogólnie mało jest. 
Kowaliki wyprowadziły już młode i szaleją po konarach szukając jedzenia. Nawołują się już w sposób który mi się bardzo kojarzy z kolorowymi liśćmi, kasztanami i grzybobraniem. Mazurki jeszcze dwa tygodnie temu urządzały mało wyszukane koncerty na ogrodzie, młode wyprowadzały z gniazd. A teraz cisza, wszystko znikło. Pojedyncze sztuki pojawiają się nieopodal domu. A szpaki zupełnie opuściły już ogród. 





 Ciekawa jestem, czy macie podobne odczucia czy zupełnie nie wicie o co mi chodzi:)

27 komentarzy:

  1. Staw w takiej Dziczy to prawdziwy skarb !!! U mnie w tym roku jest więcej bocianów niż żurawi, a w ubiegłym roku było odwrotnie. Nie wiem, co jest tego przyczyną. Nigdy nie przypuszczałam, że ptaki mogą być tak interesujące. Cudne zdjęcia !!! Pozdrawiam :0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie rozumiem jak człowiek może w ogóle nie zauważa ptaków. A mam takich znajomych co nie tyle się nie znają, bo przecież nie każdy musi, ale nawet jak im pokarzesz coś fajnego, to zupełnie to ignorują.
      Ptaki są bardzo ciekawe i potrafią inspirować.

      Usuń
  2. Przepiękne ujęcia, jak zwykle zresztą. Też czuję jesień w powietrzu, te fiolety na łąkach, te opadające z suszy liście, owoce i łuski, ta rześkość poranków ... A to dopiero połowa lipca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, połowa lipca... oby we wrześniu śniegu nie było.
      Fakt, te fiolety na łąkach to kwitnące trzciniaki czy jakoś tak, wysokie trawy których wiechy przybierają taki siny kolor. Potem się złocą i szumią do wiosny.

      Usuń
  3. Też tak czuję. Zimno, mgły, brzozy się złocą, mimo suszy pachnie grzybami. Na podwórku pełno suchych liści.
    Musi być krucho z jedzeniem, bo sarny podchodzą coraz bliżej domów, ogrodów, nawet lisa blisko widziałam. Szpaki buszują w trawie, gdzie je widywałam dopiero jesienią.
    Sąsiad na przeciwko nas, na szczęście pod drugiej strony drogi, ma kawałek łąki. Ale od czasu do czasu przejawia dziwną aktywność. Raz wyciął krzaki przy drodze, przewlókł na drugi koniec łąki i tak zostawił. Chyba ponad rok temu... W tym roku, na wiosnę, wpadł na łąkę i spryskał rundupem. I tak zostawił. Odrosło, ale co wytruł, to wytruł. Jego sąsiad by mu pomógł, dbał o łąkę, ale nie, lepiej wszystko wytruć. Siano jak skosił, to zostawił, żeby zgniło. Idiota jakiś, nieżyczliwy i wredny. Ech, szkoda słów...
    Zimorodek jest uroczy.:) Trzciniaka słyszałam w tym roku jak byłam w Biskupinie. Darł dzioba jak najęty.:)))
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ten Raundap to faktycznie oznaka debilizmu wyższej wody. Mamy takiego samego sąsiada, na szczęście rzadko przyjeżdża na swoją działkę. Ja bym nagrała filmik telefonem i wezwała policję, za to są mandaty. Bo to trucie wód gruntowych.

      Usuń
  4. Przede wszystkim przepiękne zdjęcia! Dziękuję, że dzięki Tobie mogę tyle zobaczyć. U nas w dalszym ciągu susza:( Ptaki rzeczywiście ciche, chociaż dziś zdziwił mnie kos,który wyśpiewywał swoje arie. Motyli i u mnie mało, ale myślę że jak znów się ociepli to i one się uaktywnią.
    Pozdrawiam ciepluteńko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ten kos to musiał zaskoczyć. Bardzo lubię jego gwizdanie pod wieczór. Motyli u mnie mało już któryś rok, nie wiem co się dzieje. Kiedyś było wiele rożnych gatunków, fotografowałam je na ogródku i łące, a teraz sporo znikło.

      Usuń
  5. Ja nie wiem jak ty takie cudne zdjęcia robisz? Te ptaszorki jakby czekały na pstryknięcie, pozują :-)
    U nas normalnie, bocianów pod dostatkiem, czaple białe i siwe były zawsze. Żurawi faktycznie sporo więcej. A w oknie bibliotecznym mam trzy gniazdka jaskółek, w każdym na innym etapie dzieciństwa, po dwa łebki jaskółcząt wystają. A jerzyków nie ma. Gawrony już odchowały dzieciuki i przeprowadziły się na lasy i pola.
    Wody ostatnio dolało w opór. Jest dobrze.
    Miłego tygodnia Maryś :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ja nic nie robię szczególnego, idę powoli z aparatem i praktykuje szczególną uważność. A one same się pojawiają. Bo tam są.
      To bardzo dobrze, że chociaż u ciebie jest dobrze.
      Wzajemnie Aniu.

      Usuń
  6. Też wyczuwam dokoła zmianę, jesień zdecydowanie jest bliżej niż zazwyczaj o tej porze roku. Winobluszcz już zaczyna sie przebarwiać na rudo-rózowo a zazwyczaj robił to dopiero w wrześniu. Przyroda jakos próbuje sobie poradzic z tą susza. Miejmy nadzieję, że wyjdzie z niej bez większego szwanku i w przyszłym roku odrodzi sie zdrowa, pełna sił i ochoty do zycia.
    Piękne zdjecia ptaków, Luno!:-)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na prawdę ten winobluszcz? Coś niesamowitego. Muszę rzucić okiem jak to w mieście u mnie jest.
      Też chcę wierzyć, ze jednak nie jest aż tak źle jak to na pierwszy rzut oka wygląda. Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  7. Piękne zdjęcia i jesteś dobrą obserwatorką przyrody . Ja bardzo lubię obserwować ptaki i ich zachowania. Postawiliśmy dwa duże karmniki blisko okien , aby je obserwować. Mąż zakupił atlas ptaków i ciągle go studiuje . Teraz mamy remont starego garażu. Jaskółki zrobiły sobie w nim gniazdo . Wstrzymaliśmy prace rozbiórkowe do momentu wyfrunięcia jaskółek. Dobrego tygodnia ☺💝

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niesamowicie cudowne, że ze względu na jaskółki wstrzymaliście prace. Niewielu ludzi by tak postąpiło. Dziękuję.

      Usuń
  8. Dokładnie dzisiejszego poranka przychodząc do pracy stwierdziłam, że powietrze pachnie już wczesną jesienią, więc coś w tym jest... pokręcona ta przyroda ostatnie miesiące i to bardzo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, coś się pokręciło. Ale... ja lubię jesień, a nie lubię tego typowego lata. Więc w sumie cześć mnie też się cieszy a część martwi.
      Pozdrawiam.
      Basiu, a aja tam czuje się mój/Twój zimorodek?

      Usuń
  9. Ptaszyna w brązowej czapeczce to samiczka kapturki. Też pomyślałam o jesieni jak którejś nocy żurawie gadały tak jak to robią przed odlotem, ale na Warmii raczej pełnia lata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po praz pierwszy widziałam tam u nas aż tyle żurawi, ale cieszy mnie ich obecność.

      Usuń
  10. Ja jeszcze tak bardzo tej jesieni nie czuję, raczej koniec lata, tak jak to kiedyś bywało w końcówce sierpnia. Zmęczona upałem ziemia i drzewa. U nas odrobinę pokropiło, chmury przysłoniły tę palącą żarówę na niebie, na tyle przynajmniej, że rośliny chyba złapały drugi oddech. Ale nie jest ciekawie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja najbardziej lubię tę wrześniową jesień i o tej tu piszę i tę właśnie czułam. A po deszczu, faktycznie prawie słyszałam westchnienie ulgi spragnionej gleby i roślinności.

      Usuń
  11. Szkoda tego stawu - tyle ptaków na nim! Nawet zimorodek! Miejmy nadzieję, że właściciel się rozmyśli.
    U nas, po ostatnich deszczach i stonowanej temperaturze, przyroda nieco odżyła. I to przyśpieszone nadejście jesieni jakoś się zatrzymało. Ale w lasach nadmiaru wilgoci nie ma - grzybów nic a nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem co mam o tym myśleć, gdyby miało być tak jak w ubiegłym roku, jak spuścił wodę w czerwcu, kiedy tyle młodych było na wodzie to chyba wolę żeby w ogóle nie napuszczał i nie zabijał potem młodych, niech dorosłe od razu lecą kilka kilometrów dalej na wielki kompleks stawów.

      Usuń
  12. Też już jakby czuję jesień. Myślałam, że tylko ja tak mam...

    OdpowiedzUsuń
  13. No widzisz, nie tylko ty, bo ją czuć, przez suszę i kilka innych pośrednich warunków. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Foto opowieść rewelacja-czasem też mam odczucie,że szybciej wszystko się kończy.

    OdpowiedzUsuń
  15. Taki staw to skarb i wybawienie dla ptactwa ! Podziwiam fotki ptaszorków ! Super że udało Ci się kliknąć muchołówkę!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Też mam wrażenie, że idzie jesień, już na początku lipca zauważyłam żywoczerwone jarzębiny. Co do owadów, to u nas tego pełno! Pełno mrówek, jakaś plaga królowych była w tym roku, okna trzeba było zamykać, bo do domów właziły i gniazda zakładały, teraz mamy problem z osami, nie wspomnę o motylach, które kocham, ale rozmnazają się u mnie na porzeczkach i agreście, wcinając doszczętnie krzaczki. A much :( z tym jest horror najgorszy, tyle ich.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.