poniedziałek, 8 lipca 2019

Katastrofalny brak wody - Królowa na zgliszczach.

Zewsząd dochodzą do mnie i pewnie do was też, słuchy u suszach, o wyschniętych rzeczkach i rzekach, o tragediach rolników i sadowników, działkowców i niektórych gmin, gdzie odcięto wodę bo jej zabrakło, najzwyczajniej w świecie. 
Budzimy się nagle mocno zszokowani, że nie mamy w czym wziąć kąpieli, umyć obu samochodów stojących pod domem i co gorsza, czym podlać trawnika.  
Jako ogrodnik spotykam się z tym chorym podejście to trawników, że mają być jak najniżej przycięte, jak dywanik, a potem płacz, że wysechł w ciągu jednego popołudnia. No jak miał nie wyschnąć, jak nic nie chroniło gleby przed odparowaniem wody kiedy zmasakrowane spalinową kociarką źdźbła miały trzy centymetry. A temperatura w cieniu to 36 stopni. 
 
No ale jak ja słyszę argumenty, że w wysokiej trawie są kleszcze, chwasty i źle się chodzi, że pojawia się mech, to mnie trafia. Już mi się czasem nie chce z betonami rozmawiać nawet bo ostatecznie słyszę, że on płaci i wymaga - argument kiedy już nic nie masz na swoją obronę. 
Czy ja się muszę uzewnętrzniać na temat tego, że wyższa trawa to większa bioróżnorodność,  że chwasty wabią pszczoły, owady, a te wabią ptaki i inne stwory. Pomijam oczywiście bandę hipokrytów wyprowadzających się na wieś i piszczących na widok każdego żyjącego stworzenia. Pryskających truciznami całe ogrody i domy, bo mrówki, bo pająki, bo komary i muchy, bo życie ogólnie. Nie kumam tego. 

Pamiętam jak nietypowy wydawał mi się ubiegły rok, praktycznie brak wiosny, od razu lato i to takie suche, że do dziś pamiętam szkody jakie wyrządziła ta aura. W tym roku mamy tego pokłosie, bo sucha była też i zima, nie nawodniła spragnionej gleby, pojawiły się nietypowe zjawiska. Trąby powietrzne pełne pyłu z pól, ogromne zapylenie powietrza i nie żadnym tam pyłem z Sahary tylko z naszych pól. 
W tamtym roku dęby masowo zrzucały swoje niedojrzałe żołędzie. Pamiętam jak mama narzekała, że musi grabić, bo ciężko się po nich chodzi, a ja się dziwiłam, że za wcześnie na opady żołędzi. Ale potem zobaczyłam, że spadają małe, zielone. Drzewo pozbywało się owoców bo z braku wody nie mogło ich utrzymać. Ratowało się. W tym roku serce mnie zabolało na widok dębów białych od mączniaka. Osłabione drzewo szybko się poddało. W czerwcu zasrebrzyło się niemal jak przed zrzuceniem liści. 
 
Marnie to widzę. 
Wody brak bo opadów nie ma. A jak są to jeszcze większe straty robią bo pojawiają razem z silnym wiatrem, tornadami i tak ulewne, że ani gleba tego nie przyjmie, ani cieki wodne nie utrzymają, wszystko spłynie i zniknie po jednym dniu. Kto pamięta może deszczowe trzy, czterodniówki? No jakoś mam problem żeby umiejscowić w czasie takie zjawisko. W ostatnich latach.
Klimat się zmienia, na naszych oczach i nie ma co temu zaprzeczać. Jeszcze kilka lat temu prychałam, że ocieplenie klimatu to nic nowego, że było już wiele razy w historii planety...
Było, owszem, tak jak i zlodowacenia.
Ale jeszcze nigdy nie postępowało to w takim tempie. 
 
Przerażające jest to co się dzieje i jeszcze bardziej przerażająca jest nasza niemoc. Bo co ja mogę, owszem we własnym maleńkim zakresie mogę żyć eko. Starać się oszczędzać wodę i patrzeć jak to co ja zaoszczędzę przez miesiąc sąsiad wylewa na swoje auto by ładnie błyszczało. Mogę nosić ze sobą wielorazowe torby, pić z wielorazowej butelki, żeby nie kupować, nie jeść mięsa... Kiedy tak na prawdę to nic nie znaczy w obliczu tego co się dzieje na skale przemysłową. Mogę jedynie dzięki temu spać z nieco czystszym sumieniem.
Ach jaka ja jestem super eko - mam koty z odzysku, kupuje ubrania z drugiej ręki, często jedzenie na wyprzedaży, z krótka datą, zwiędnięte... wodą z kociej miski podlewam kocią trawę zamiast wylać do zlewu... no korona się należy... Będę eko królową siedząca na tronie ze zgliszczy tej planety. 


29 komentarzy:

  1. Nie zgodzę się z końcówką tekstu - pewnie, może się wydawać, że "co ja mogę jako jednostka", ale kilkanaście, kilkadziesiąt czy kilkaset jednostek wprowadzających zmiany w swoje życie już ma jakiś wpływ na środowisko. Można próbować edukować (siebie i innych), można sadzić drzewa - niedawno opublikowano badanie, które mówi o tym, że jeśli zaczniemy masowo sadzić drzewa, mamy szansę na uniknięcie katastrofy klimatycznej. Opcji jest mnóstwo, trzeba po prostu iść w zaparte i się starać :). Niedokładanie się do zanieczyszczeń jest zdecydowanie lepszym wyjściem niż wzruszanie ramionami "no bo co ja mogę".
    Pozdrawiam ciepło i życzę pogody ducha :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś mnie ta pogoda ducha opuściła, stad moje fatalistyczne zakończenie. Masz rację że jak tysiące, chociaż tysiące to za mało, może gdyby były setki milinów...
      A tak to przemysł i korporacje tych chętnych zgniotą bo pieniądz się liczy. A nowo nasadzane drzewa - super, o ile to nie da zielonego światła do większej wycinki, bo przecież są nowe nasadzenia... Ludzka chciwość zawsze wygrywa z dobrymi chęciami, niestety i nie wierzę, że jest inaczej. W skali światowej nasze jednostkowe działania to promil promila. Powiedz Chinom, Afryce, Indiom i Rosji o ekologi... Warto mówiąc, edukować, zawsze, ale o tej edukacji słyszę od dziecka, wielkie akcje Mochaela Jacksona - słuchałam go więc akurat przyszedł mi do głowy - dziura ozonowa, i co. Teraz jesteśmy te kilka dekad później na krawędzi mimo edukacji. bo to piękna przykrywka. Wiesz, na ile mogę na tyle walczę, ale nie wierze w wygraną, alni nawet w odroczenie klęski.
      Mimo to dziękuję za komentarz i może jutro obudzę się znów bardziej optymistyczna.

      Usuń
  2. Przeżywam podobną załamkę z małą poprawką: natura na dłuższą metę może z tego wyjdzie, bo podnosiła się już z wielu katastrof. Ale ludzie nie, poza ścisła światową elitą, zabetonowaną w bunkrach gdzieś na Nowej Zelandii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może masz rację, oni już sobie te bunkry przygotowują ale nie wiem czy Nowa Zelandia to dobry teren. Po za tym nie che być świadkiem tego wszystkiego co będzie miało miejsce nm zostanie tylko ta garstka elity - psia ich mać!

      Usuń
  3. Mam podobnie, niestety. Jeśli chodzi o edukację, to jak słyszę wypowiedzi niektórych osób, to ręce opadają...
    No i przeczytałam niedawno zdanie w wikipedii: "Jasność Słońca powoli, lecz stale rośnie, co oznacza, że średnia temperatura na Ziemi będzie się podnosić. Jest to zjawisko bardzo powolne, niezależne od zmian klimatycznych związanych z wulkanizmem, efektem cieplarnianym czy rozwojem cywilizacji." Nie brzmi to optymistycznie...
    U nas na wsi jest zakaz podlewania ogródków, trawników, upraw itp. w określonych godzinach, a i tak wieczorem prawie nie ma wody. Pojawia się dopiero koło 22. Brzozy są już żółte, gubią liście, nawet barwinek pod drzewami wysycha.
    Ciągle mam wrażenie, że ocknęliśmy się za późno z tą walką z plastikiem itp. Niby lepiej późno niż wcale, ale... Cóż, każda cywilizacja kiedyś musi się skończyć...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No włąsnie, każda musi się skończyć, tylko że my zabieramy ze sobą cały statek na dno, zamiast grzecznie z niego wyskoczyć.

      Usuń
  4. Też mnie przeraża tempo zmian i często mam podobne odczucia - czy to coś daje że na nie pryskam, oszczędzam, segreguję? Za chwilę jednak odpowiadam sobie - tak, daje, przynajmniej mam czyste sumienie. Zastanawiam się tylko czy zamiast uczyć ekologicznych zachowań nie powinno się zakazać np. produkcji plastikowych opakowań? Kiedyś ich nie było i było dobrze.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto zakaże - przecież to pieniądz, a pieniądz rządzi i my się tym pieniądzem udławimy.

      Usuń
  5. Warto zacząć od siebie. Bo swoim przykładem można zmienić mentalność u innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie to brzmi i warto ale ja się już ideałów pozbyłam. Ta garstka która coś zrozumie to jest nic w porównaniu do całej machiny niszczycielskiej.

      Usuń
  6. Niestety stanie się. Konsekwencje.
    Myślę jednak, że działo się to już kilka razy. Ziemia da sobie radę. Odnowi się, będzie inna, powstaną nowe gatunki. Bedzie nadal piękna i żywa.
    Nas nie będzie. Ludzi. Albo może garstka przeżyje i będzie zaczynać od nowa.
    Co możemy? Żyć Mario, żyć. Najlepiej jak umiemy. Ja, ty, my wszyscy. Kochać, robić co możem i ufać.
    Przynajmniej ja taka drogę wybieram.
    Choć myślę, że ty też na tej drodze jesteś ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, jestem na tej drodze, co nie zmienia faktu, że czuję smutek na myśl, że może nie być już tego co tak kocham. Takie sentymentalne przywiązanie do tej Ziemi, którą znam.

      Usuń
  7. Mimo to ja trwam przy swoim ,,eko" nawet jeśli jest tak jak piszesz ale dla mnie ważne jest to co robię i jak żyję i co Ja zrobiłam. Moja działka to azyl dla ptaków i nie tylko dla nich bo staram się chemii nie używać. Dziś ja, jutro ktoś inny a przede mną był ktoś tam... i to się liczy. Ale jak najbardziej masz rację, smutne to i tragiczne ale prawdziwe. Moc uścisków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uściski - na prawdę są mi potrzebne, co czuję się zdołowana mocno. Wiem, że Twój ogród to azyl, czytam o nim i zachwycam się jego dzikością.

      Usuń
  8. Tak, bywa że i mnie ręce opadają na to wszystko, co widzę. Najbardziej przeraża mnie ochocze i beztroskie pryskanie rundapem przy drogach i w ogrodach. Ludzie zatruwaja glebę i wodę. Samych siebie też a cieszą się, że chwasty im nie rosną! Naprawdę tej planecie potrzebna jest chyba jakaś katastrofa albo wojna, żeby mogła sie odrodzic, oczyścić. Smutne to, bo wielu z nas jest świadomych, ale coraz bardziej bezradnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I będzie albo wojna, albo jeszcze przed wojną katastrofa, a po niej wojna tych co przeżyją, jeśli przeżyją. Wojna o zasoby.

      Usuń
  9. Och Mario, mam tak samo, staram się jak mogę, oszczędzam wodę, papier, energię ... i mam świadomość że to mniej niż kropla w oceanie.
    "Zacznij tam, gdzie jesteś. Użyj tego, co masz. Zrób to, co możesz." Arthur Ashe
    „Rób, co możesz, w miejscu, jakim jesteś i z tym, co masz”– Theodore Roosevelt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te cytaty są wspaniałe, mądre i oba przytulam.

      Usuń
  10. Kochana, jak się cieszę, że do mnie trafiłaś i dzięki temu mogę tu być. Kiedy czytałam Twój tekst, to jakbym słyszała siebie, nie zmieniłabym ani jednego słowa. Smutne to wszystko, obserwuje to u mnie na wsi, gdzie mieszkam od kilku lat, nie ma tygodnia, żeby sąsiadka nie zapytała mnie kiedy będę kosic.Trawniczki na centymetr, krowy, które nie wiedzą co to Łąka, psy na łańcuchach, ale najnowsze modele telefonów i skuterów... Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie to smutne, te psy i krowy zwłaszcza.
      Cieszę się, że mnie odwiedziłaś. A znalazłam cię przez przypadek, Drewni Kocurek udostępnił Twój wpis i poczułam, że muszę zajrzeć.

      Usuń
  11. Zasmucające to wszystko. Ale Twoje zdjęcia są przepiękne! :) Oglądałam z przyjemnością :)
    PS. Odpisałam Ci u mnie na blogu na Twoje akwarelowe pytanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odpowiedz, zaraz biegnę sprawdzić.
      Tak, to prawda, zasmucające, ale staram się zazwyczaj nie popadać w takie stan, by się nie łamać i ciesze się tym co jeszcze mogę podziwiać.

      Usuń
  12. Ja też jestem rąbnięta w podobny sposób, i np. zamiast kupować chemiczne odżywki dla roślin robię sama (łupa z banana skorupka z jaj i fusy z kawy miksuje i dodaje wody) i podobnie jak Ty wykorzystuje co się da...sama piekę chleb i dostaję szału jak sąsiedzi- półdebile pala śmieci albo wywożą do lasu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odżywek nie kupuję, mam humus i mysi tym moim trzem kwiatkom starczyć, a na wiosnę i tak posadzę je do kompostu od rodziców gdzie wywożę fusy po kawie wiadrami.
      Chleba nie piekę, bo nie mam jak i gdzie, a poza tym to go nie jem, a jak już jem to ze świadomością że to zachcianka i będę miała wzdęcia po nim.

      Usuń
    2. po domowym u nas nikomu nic nie jest - jak się zawieszę i nie ma domowego wtedy jest płacz...

      Usuń
  13. Niestety piszesz o smutnej, rzeczywistości, którą obserwuję u siebie na wsi. Osobiście staram się żyć eko, w ogrodzie używam zazwyczaj ekologiczne środki ochrony roślin, naszę na zakupy własne, materiałowe torby itp., walczę z plastikiem, aczkolwiek to walka z wiatrakami bo jest na każdym kroku. Dobrze, że ciągle wzrasta świadomość ekologiczna ludzi.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - walka z wiatrakami. Ale chyba dobrze, że kilku szaleńców jednak podjęło te walkę.
      A z ta wiadomością... nie jestem pewna czy jest podnoszona tak na prawdę.

      Usuń
  14. Pamiętam chyba 1992 ro była taka susza przez cały sierpień i pół lipca nie spadła kropla wody. Jakoś później wszystko wróciło do normy. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia. Zapraszam do mojej strony www.krystynaczarnecka.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a ja miałam wtedy 10 lat i nie pamiętam tego. Ale to daje jakąś nadzieje, zwłaszcza, że mam za oknem ulewę:) Dziękuję za odwiedziny.

      Usuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.