niedziela, 21 lipca 2019

Zdobyłam szczyt i zwierzę totemiczne.

Hej kochani. Nie uwierzycie, ale wczoraj mąż - Szparag, wyciągnął mnie w góry. Do Barda niedaleko Kłodzka. Nie żeby to były jakieś wysokie góry, raczej z tych niższych, znaczy konkretnie 500 z okładem metrów wzwyż. Dla jednych to pestka, dla mnie...no wyczyn nie lada.




Cóż, nie wiem jak do tego doszło, na prawdę nie mam pojęcia jak do tego kuriozum doszło, że zamiast grzać fotel z pędzelkiem w dłoni, to sapałam niczym parowóz pośród upojnie wilgotnej zieleni. Pełznąć w błocie, po kamieniach, korzeniach i innych dziwnych wytworach ziemnych. To nie jest dla mnie naturalny stan.
Powiem wam, że jakiś błąd się musiał wkraść w datę moich urodzin, gdyż zodiakalnie jestem niby koziorożcem. Czyżby...
No, kozica ze mnie żadna. Na prawdę żadna, bliżej mi do dżdżownicy. Ja to powinnam być raczej lwem, co to poczeka aż mu przyniosą jedzenie pod nos, śpi cały dzień i od czasu do czau wydrze się w obronie swego mentalnego terytorium. Chociaż... jako babka byłabym raczej lwicą, a one jak wiadomo to właśnie przynoszą to żarcie panu i władcy... to ja się nie piszę. No to może taka panna - leży i pachnie. 



Ogólnie to chyba powinnam być spod znalu leniwca. Wisi, drzemie i żre niemal jednocześnie. Na koopę schodzi z drzewa (nikt nie wie po co tyle energii marnuje) raz na tydzień. Czaicie - raz na tydzień koopa! Jest tak doskonale energooszczędny, że rosną na nim glony i ma własny gatunek motyla. Podobnego nieco do mola, (jak tam mole lubię o ile mi z kaszy nie wylatują). 
No i te jego motyle to jak on schodzi te koope robić to w tym urobku jaja składają i wracają na niego żyć dalej. No jaka symbioza. 
No i to jest moje zwierze totemiczne. Idealnie pasuje. Wyobrażacie sobie leniwca łażącego po górach? No ja tez średnio, chociaż on się nieźle wspina ma te swoje szpony, ale jak już się wespnie to zastyga w cudownym i błogim bezruchu. 


A ten mój własny domowy sadysta mię wziął i przegonił po tych szlakach... No ja mówię, że tu taka całkiem płaska droga co nią auto jeździ, to ja też taką mogę. A on, że to zła droga i nie prowadzi gdzie trzeba i musimy iść po kamieniach, błocie i korzeniach. Hmm... następnym razem sama sprawdzę na mapach googla co gdzie i jak i zasadzę mu kopa jak mnie będzie chciał tak bezsensu zmęczyć. Toż człowiek się patrzy gdzie nogę postawić, żeby się nie zrypać na pycho i nawet nie ma kiedy zdjęć porobić, krajobrazów pooglądać, na ryjówki zapolować z obiektywem. No skandal!



A oto idealne, szyte na miarę National Geografic zdjęcie ryjówki:

Jak się okazało podczas schodzenia to tą samochodową droga też można było iść. No kocham go, no... bardzo kocham, no nie ubiję bo kocham. Kocham i już.

34 komentarze:

  1. Super wyprawa i doskonałe fotki !
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Fajnie tam jest, tylko był wyjątkowy ruch bo jakiś bieg z kijkami dla szalonych organizowali.

      Usuń
  2. Cudne zdjęcia i wyprawa bardzo fajna :) też pomyślę nad jakimś odetchnięciem w kolejny weekend, ale nie wiem , co z tego wyjdzie. Obawiam się, że wsiąknę w czytanie, bo stos mam za wysoki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki są super, lubię czytac ale zaira mi to za dużo czasu, więc czytam niestety mniej niż kiedyś.

      Usuń
  3. Cudowne zdjecia a jaki klimat jest na tych zdjeciach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klimat to był i jest ale w tym miejscu, żadne zdjęcie tego nie odda, ale serdecznie dziękuję.

      Usuń
  4. Uwielbiam takie wyprawy . Zdjęcia piękne, a zieleń taka soczysta . Pozdrawiam cieplutko ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zieleń oszałamia, ale były miejsca gdzie chwasty miały zwiędnięte liście.

      Usuń
  5. Podoba mi się Twój dzisiejszy nastrój posta hehe. Powiem Ci że ja - skorpion, też nie nadaje się na wyprawy w góry, ale gorąca i pustyni też nie lubię;)
    Mam nadzieję że już odpoczęłaś;) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam o skorpionie, ale uznałam, że tez nie lubię spiekoty za dnia i zimna w nocy, więc odpada:)Odpoczęłam w niedziele na fotelu, zakwasy mam do dziś:))

      Usuń
  6. Uśmiałam się :D ja uwielbiam góry, ale łazić po nich ciężko. Więc podziwiam z samochodu. Gratuluję zdobycia Bardo, a zdjęcie norniczki bardzo dobre, one są szybkie. I to widać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ryjówka, od nornicy mniejsza i drapieżna. Dla tego tak się rusza, bo musi ciągle jeść, nie przeżyje doby bez jedzenia taki ma metabolizm.
      Ja lubię góry, ale ponieważ ludzie chodzą w nie po to aby zdobywać, to mi się znudziło. Ja lubię połazić, po obserwować a nie zdobywać kolejny szczyt i to niemal na czas. Szparag to kozica, to jego rejony więc on śmiga, ruchu mu w mieście brakuje więc leci jak wariat. Musimy znaleźć konsensus. Chyba będziemy chodzić osobno, on na górę i z powrotem, a ja się powłóczę po małym areale i porobię zdjęcia.

      Usuń
    2. Konsensus jak się patrzy :-)
      Ryjówka, ok. Poczytałam, żeby utrwalić. Ja te ryjówki tylko w charakterze zwłok widuję, na wycieraczce rano. Nornice też. Koty....Koło natury.

      Usuń
  7. Grunt żeby z tego konsensusu obie strony miały przyjemności a na to się zanosi, więc serdecznie życzę więcej takich wypraw Marysiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale będzie trzeba przekonać Szparaga, żeby zaakceptował ten konsensus. Bo on chce ze mną, ale po swojemu czyli jak mam się męczyć... no nie ide na to.

      Usuń
  8. Marysiu , to nasze częste miejsce na krótki spacer:) Można spacerować po lewej stronie przy rzece, mozna po prawej miedzy domami dotrzeć do pagórka i poparzeć na okolicę, no i można pod gorkę drogą krzyżową pod krzyż lub wyżej do kaplicy.
    Można też po drugiej stronie Barda pojsc szlakiem kaplic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz byłam i teraz jak pojadę to na Wysoki kamień chce pójść. Sprawdzić na własnej skórze czy tak jest jakaś energia czy nie.

      Usuń
    2. Tam nie byłam, nawet nie,znałam tej mrocznej historii, ajajaj, strach tam iść;)

      Usuń
  9. Świetnie że się dałaś porwać na taką fajną wycieczkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niby świetnie, bo jest o czym pisać... ale czuję się do dziś zmęczona i jakby chora.

      Usuń
  10. Świetny wpis i świetnie, że Go kochasz!
    Bardzo podoba mi się leniwiec, ale ja tak bym nie chciała wisieć i nic nie robić:) Pozdrawiam i zazdroszczę wspinaczki. Rób takie częściej, będziesz szczęśliwą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, też bym się nudziła wisząc ale ja to wiszenie to przełożyłam na swoją mało ruchliwą twórczość.
      Z tym częściej to mąż chce, we mnie się budzi uparty leniwiec... ale się zobaczy.

      Usuń
  11. Mimo pełnej humoru przekory zawartej w Twym tekście wyczuwam w nim sporo radosci i satysfakcji z wędrówki górskiej. Fajnie sie czytało, z uśmiechem!:-) I zatęskniło się za wspinaniem po szlakach bieszczadzkich, bo w tym roku jeszcze mnie tam nie było a uwielbiam zdrowo sie zmeczyć i przy okazji udowodnic sobie raz jeszcze, że jeszcze nie jest ze mną tak źle i że warto wejsc na sam szczyt po to niesamowicie uskrzydlające uczucie czystej radosci i wolności.
    Uściski serdeczne dla Luny - dzielnej wędrowniczki zasyłam!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tak tez i było, ale nie bez tego wątku niezadowolenia z wysiłku. nie lubię się męczyć, lubię się relaksować, a tam się zmęczyłam i nie była na to przygotowana. No czasami tak bywa. Wiem, ze trzeba sie jakoś przygotować a to był taki spontan.
      Luna się czuje mocno uściskana:))) I Uściski oddaje.
      A Bieszczady to moje marzenie. Kiedyś spełnię.

      Usuń
  12. Jak dobrze coś takiego przeczytać rani i zachwycić się pięknymi zdjęciami. Aż nie chce się wychodzić do pracy. Najchętniej spakowałabym się i wyruszyła na wędrówkę.
    Wraz z porannym słońcem pozdrawiam nadzieją na udany dzień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo se cieszę, że mój wpis poprawił nastrój. Czasami dobrze tak ruszyć na wędrówkę.

      Usuń
  13. Kiedyś dawno temu jeden chłopak wyciągnął mnie tak w Bieszczady, nie miałam pojęcia że to będzie tak ekstremalna (jak dla mnie) całodobowa wędrówka, dodam, że z plecakami i namiotem, bo to w ogóle był tygodniowy autostop z nocowaniem w lesie i temu podobnymi atrakcjami. A ze mnie mieszczuch zatwardziały, nieprzywykły do takiej mordęgi, zero entuzjazmu do życia na łonie przyrody bez porządnej łazienki... i w ogóle. I tak mi te Bieszczady dały w kość, że już złażąc ze szlaku ledwie żywa i z pęcherzami na stopach, wiedziałam, że na pewno tam wrócę i że kocham te pagórki i połoniny jak nic na świecie :)))))). I tak mi ta miłość została do dziś. Chłopak co prawda poszedł w odstawkę, ale Bieszczady kocham!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy w Bieszczadach nie byłam ale coś czuję, że też je pokocham.

      Usuń
  14. A jaki tam z Ciebie leniwiec. Chwytasz kredkę w dłoń, albo igłę i jak nie przymierzając. dzięcioł podczas znaczenia terytorium, dzióbiesz w papier lub płótno właściwego gatunku te swoje cudeńka. Opowiadanie ze swadą, ale leniwiec? Dajże spokój:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak tak na to patrzeć to masz absolutną rację. Tylko ruchowy leniwiec ze mnie.

      Usuń
  15. Kiedyś dawniej po górach łaziłam. Ale ja też lubię pochodzić, popatrzeć, zdjęcia porobić, rośliną się zachwycić. Nie rozumiem takiego gnania na czas, bo tu napisane, że do schroniska się leci godzinę i 11 minut. Dla mnie góry są do podziwiania, a nie do zaliczania. Ostatnio mam apetyt na Ślężę.:) Kawałek tylko podeszliśmy, bo czasu nie było, ale trzeba będzie tam jeszcze pojechać.:)
    Ryjówka ekspres bardzo sympatyczna.:)
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam apetyt na Ślężę, kilka razy byłam i zawsze mi się podobało. Ale wiadomo, ja naokoło. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  16. Chodzenie po górach to moja pasjia ładne zdjecia

    OdpowiedzUsuń
  17. znak zodiaku leniwiec xD haha, dobre, muszę zapamiętać, ja jestem strzelcem, a z chinskiego tygrysem, i też łazić jakoś po górach mi się nie chce, las tak, tam gdzie równy teren xD, w góry to mogę pojechać i zjechać xD hahaha

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.