poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Sierpniowe spacery.

Hej. 
Dziś będzie dużo MNIE:) właśnie tak. Nie wiem czemu, tak z potrzeby serca. Bo kilka dni mąż - Szparag miał urlop i chociaż mnie on nie dotyczył to się jednak jakieś wolne weekendy złapało i pospacerowało. 
Ha, zdobyłam twierdze. I to nie byle jaką twierdze bo Kłodzką. Zrobili wokół niej trasę spacerową z takiej twardej siatki metalowej sztywnej, co to jak szłam wzdłuż muru warownego, to widziałam tę przepaść pod nogami... no pomysł genialny. Ktoś tak odważny jak jak mało nie popuścił w gaciorki. 


 A w szczelinach starych murów, pamiętających rok 1770 walczy o przetrwanie taki piękny i delikatny przejaw życia.
A jak już przy życiu jesteśmy to w sierpniu jest ono dziwnie eklektyczne. Z jednej strony cisza jak makiem zasiał. Żadnych ptaków, żadnych żab. Jedynie świerszcze i inne prostoskrzydłe cykają wśród schnących traw. Za to kwiaty oszałamiają swoją urodą i kolorami. 

Na budlei wyjątkowo mało motyli. Od dwóch lat widzę spadek liczebności motyli ogólnie. Martwi mnie to. Kilka lat temu latałam po ogrodzie z aparatem i na warzywniaku uwieczniałam takie gatunki jak karlątek czy czerwieńczyk. A teraz nieliczne pospolite rusałki jedynie zalatują do ogrodu. A i poza nim, na łące, w lesie czy na polach nie bardzo coś fruwa. 
Za to na kwitnących już pełną gębą wrzosach aż buczało od ilości pszczół, trzmieli i pszczolinek wszelkiej maści. 



Starcie morderców. Jestem bardzo ciekawa co się stało temu pająkowi, że padł ofiarą mrówek. 
A na koniec moja psina, Nora.



Po spacerze z kąpielą w stawie i w budzie. Mój kochany nochal.
I jeszcze raz ja:)
 
 

 

 

 

czwartek, 1 sierpnia 2019

Wina kota!

No, chwilę mnie nie było... No jakoś musiałam odchorować zdobywanie korony świata... Nie śmiać się. 
Tak czy inaczej jestem i mam aferkę. Małą "shitburzę" internetową. No bo to było tak...
Pewnie niektórzy z was jeszcze pamiętają jak opisywałam historię małej nornicy - ktoś mi napisał że to nie nornica tylko myszarka - którą próbowałam przez tydzień odchować jako jeszcze ślepego oseska.  Jeśli ktoś nie kojarzy, a byłby zainteresowany tą ciekawą opowieścią to zapraszam TU


Dla tych co nie mają czasu czytać całości (a warto choćby dla zdjęć) w skorcicie: Kocica rodziców przyniosła oseska gryzonia i my rozczuleni postanowiliśmy ją z poświęceniem niemałym uratować... 
No i ja ostatnio na FB odgrzałam tę historię, nawet na jakiejś grupie przyrodniczej i się zaczęło. 
Poza neutralnymi i pozytywnymi komentarzami za które jestem wdzięczna, wylał się na mnie delikatny hejt. Jakoś przeżyłam.
"Sierściuch powinien siedzieć w domu!"
"Trzeba było kota nie puszczać, a nie się w mysią mamę bawić"
I tego typu.
Ogólnie to chyba powinnam była zostawić tę nornicę i ganiać z kapciem za kotem.  Taki był wydźwięk tych komentarzy, pomijając epitety typu "hipokrytka" czy "ignorantka".



Ok, ja się zgadzam, że koty ogólnie są raczej elementem mało wskazanym w środowisku. Wkurza mnie jak polują na podloty, jakoś myszy mniej mnie smucą, nie wiem czemu. Ale w ostatnich dwóch latach wylewa się na koty tyle hejtu, jakby były winne wymieraniu gatunków i ogólnie podciągnijmy jeszcze obie wojny do tej listy, bo czemu nie. 
Wszyscy przyrodnicy liczą ile to rocznie ptaków zjadają koty. A ktoś liczy ile ginie zwierząt na drogach? Ale na szczęście jeszcze nikt mi opon nie poprzebijał w samochodzie, że zabijam zwierzęta. Ale moi drodzy, już niedługo. 
Kochani, żeby nie było. Jestem za tym by kota trzymać w domu, albo z dostępem do woliery. Na przekonanie do tego moich rodziców szans nie mam, tak jak i chyba prawie nikogo. Moje siedzą na kudłatych doopach w domu przy osiatkowanym oknie i gapią się na wróble. A Liza poluje na wszystko, jak to ma w naturze. No kot. Od tysięcy lat tak działały i nikogo nie ruszało to specjalnie ale nagle to właśnie kot jest winien wszystkiemu. Nie masowe wycinanie lasów, zarośli i monokultury w uprawach, chemia i ogólnie człowiek jako taki... Nie, no skąd. To wina kota!
W całej tej sprawie właśnie najbardziej mnie złości to, że tak łatwo nam zrzucić winę na wszystko tylko nie wziąć na siebie odpowiedzialności za obecny stan rzeczy.



Nie wiem co o tym sądzicie, może uważacie inaczej, może ja według was bredzę. Temat jest bardzo skomplikowany i złożony. A my jako ludzie uwielbiamy mieszać z byle powodu bliźniego z błotem więc czemu nie wciągnąć w to kotów. Już są jako gatunek notorycznie prześladowany chyba do tego przyzwyczajone. 
No i miałam tu jeszcze pokazać swoja ostatnią akwarelkę ale nie wiem czy nie zasługuje ona na swój własny osobny post i inną energią. 
Polecam na HBO GO serial Legion - pokręcony jak świński ogon, ale daje do myślenia trochę. 
Pozdrawiam.