wtorek, 15 września 2020

Bunt pionka

 Ja nie wiem czy to rozsądne i mądre pisać co mi do głowy przychodzi. Ale w sumie wisi mi już co kto pomyśli i mi powie, bo po prawdzie to korzystam, że chwilowo tu pies z kulawą nogą zagląda.

Ocenianie... Ja myślę, że każdy człowiek ocenia. Może jedni bardzo mało, prawie nic, niemal nigdy, ale jednak uważam, że każdy. Ja oceniam. I nie pisze tu o jakości jedzenia czy stanie naszych szos... Oceniam innych ludzi. Jeszcze do niedawna bardzo krytycznie i ostro i kompletnie nieświadomie. Aż nagle uświadomiono mi, że oceniam i jestem w tym okrutnie brutalna i niesprawiedliwa. 

No ładnie... dobra, przyznam się, oceniam, no nie da się tego ukryć kiedy głośno tę ocenę wyrażam. Ale czemu? Czemu oceniam? 

No i się zaczęło szukanie, po szukaniu nauka i ciężka praca. Orka na ugorze.

I ostatnio, skoro już zdecydowanie mniej oceniam, chociaż wredne ego szaleje i pokazuje mnóstwo do oceniania, naszła mnie myśl:

Czy to dla tego, że ja oceniam to jestem też oceniana? Czy może ponieważ byłam i  jestem ciągle i nieustannie poddawana krytycznej i bezwzględnej ocenie - sama oceniam. 

Osoby oceniane przeze mnie rzadko mają okazję się o tym dowiedzieć, dbam o to by moje emocje wybrzmiały w domu. Sama sobie muszę z tym poradzić.

Natomiast ja często jestem świadkiem festiwalu oceniania mojej osoby i mojego postępowania. Częściej właśnie chodzi o osobę niż postawę. Te wszystkie określenia: "Jesteś taka" zamiast "Czynisz tak". No niby żadna różnica ale ma ogromny wpływ na człowieka. 

Edukowanie w tej materii to coś więcej niż orka na ugorze, to syzyfowa praca.

Znów się tak zapętliłam, że nie wiem co chciałam napisać. A, ocena.

Siadaj - Pała!

Pięknie... Ale za co? Za aktywne działanie mające na celu zrealizowanie marzenia? Za życie na własnych zasadach? Za korzystanie z przyrodzonego prawa do bycia istotą z wolną wolą, a nie pionkiem w czyjejś grze?

Całe życie byłam oceniana, nawet w domu dziecka oceniali nas jak szczeniaczki w hodowli, czy się nadajemy na pociechę. My tego niby nie widzieliśmy. Potem szkoła, ale tam akurat często oceniano nasze wypociny nie nas samych. Ale w domu... "Jesteś beznadziejna", "do niczego się nie nadajesz", "nic w życiu nie osiągniesz", "popatrz na Agnieszkę, jakie ona ma oceny, jaka ona jest grzeczna...", "Zobacz jak Asia się angażuje, jaka jest obrotna", "Co ja mam z tobą zrobić?".

Nie wiem, go okna życia się już chyba nie zmieszczę.

"Ja przez ciebie po nocach nie mogę spać" 

"Włosy sobie z głowy rwę"

"Ile ty mnie zdrowia kosztujesz?"

Znacie to?

To piękne programowanie w poczuciu winy i niższości.

A co mnie tak na prawdę obchodzi, że ty zamiast zająć się swoim aktualnych życiem, po nocach nie śpisz tylko się zadręczasz? No najwyraźniej to lubisz... Inaczej być nie robiła tego. 

Chodzę ze swoją oceną wybitą na czole i nie jest to stopień pretendujący do czerwonego paska. I wiecie co, mam to chyba powoli coraz głębiej w dupie. 

Sruuu!!! słyszeliście ten rumor? 

O! to bezczelny pionek postanowił zerwać się z planszy i zająć własną egzystencja. Ogłosił niepodległość i na jego pionkowej główce pojawiła się mała korona. Tak ten pionek stał się właśnie królową swojego uniwersum i czasoprzestrzeni.

Nowa królowa bardzo przeprasza za wszystkie oceny jakich dokonała, obiecuje poprawę i od kilku lat mocno pracuje nad tym by się tej wdrukowanej przywary pozbyć. 

Bo jakże uwalniające jest pozbycie się obaw przed oceną innych i jednoczesne pozwolenie tym innych na życie ich własnym życiem. 

Lustereczko powiedz przecie, kto jest najbardziej wart mej oceny na tym świecie... - Ty, królowo ty. Tylko ty. Oceniaj jedynie swoje postępowanie i koryguj gdy nie czujesz dumy i miłości własnej. A świat będzie lepszym miejscem. 

Ech, jakaś bajka mi z tego wyszła. Pewnie tak właśnie miało być. Podczas pisania tego tekstu, przez te kilkanaście minut, moje emocje się wyciszyły, stonowały i schłodziły. 

Oczywiście, że tekst jest podyktowany wydarzeniami niedawnymi. Że zostałam bardzo mocno "striggerowana" i to wszystko musiało w jakiejś formie wybrzmieć bym mi się żadem wrzód nie wyhodował. 

Ale prawda jest taka, że z tym przekleństwem oceniania i programowania w poczuciu winy trzeba zawalczyć i je obalić. 

Zaczęłam od tego, że "nigdy nie jestem odpowiedzialna za niczyje emocje". Ani nikt za moje... Trudno to przyjąć, cholernie trudno.

 

14 komentarzy:

  1. Nie chodzi o to, by nie oceniać, ale problem tkwi w obiektywnej ocenie. Ocena kogoś mieści się w odbiorze świata. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania, bez oceny czy to osoby, czy sytuacji itp. Nie uczą nas umiejętności oceniania i doboru odpowiednich słów do oceny. Ale ja zawsze staram się stosować zasadę- nie dokuczyć drugiemu, a jak coś oceniam, to nie za zasadzie bo ty, ale oceniam jego zachowanie i staram się mówić- nie podoba mi się, nie gniewaj się, nie obraz się, może spróbuj tak, bo...jakoś tak na okrętkę, bo nikt nie lubi być oceniany wprost z tzw. "szczerością aż do bólu"- to hasło jest szczególnie wredne, bo ma niby usprawiedliwić osobę oceniającą, a często jest tuszowaniem zwykłego chamstwa.
    Czy zauważyłaś, że większość ludzi, kiedy słyszy ocenę/krytykę, od razu odbija piłeczkę, zamiast się zastanowić, czy aby ta druga osoba nie ma racji?
    Wynika z tego, że nie tylko nie uczono nas oceniania, ale nie nauczono odbioru oceny.
    Przyznam, że ja też stosuję ocenianie ludzi i czasem mnie poniesie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni się z Tobą zgadzam i to chyba w każdym aspekcie. Ocenianie silnie wiąże się z brakiem akceptacji nas samych, a zatem i innych. To prawda, że nie umiemy przyjmować oceny, nawet słusznie wyrażonej i delikatnej o ile nie jest to ocena pozytywna, chociaż i tu bywają kłopoty. Co innego gdy ta krytyka jest ocierająca się o hejt. Wtedy reakcja jest agresywna. I w sumie zrozumiała.

      Usuń
  2. Ocenianie jest nie do uniknięcia, jest wpisane w życie ale osądzanie jest be i tego staram się oduczać od lat, raz z lepszym a raz z gorszym skutkiem. I proszę, jedno zdanie a jest i ocenianie i osądzanie. I to bez złości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadałaś mi ćwieka z tym osądzaniem, bo nie zastanawiałam się nad tym a chyba bardziej właśnie owo osądzanie miałam na myśli. Muszę zgłębić zagadnienie. Dziękuję.

      Usuń
  3. Ocenianie i osądzanie nie ma sensu,bo życie płynie i z każdym dniem się zmieniamy,uczymy i doświadczamy czegoś nowego/innego.Ocenimy daną chwilę,dany moment a jutro nasze spojrzenie może się odmienić,tak oceniającego jak i ocenianego.A jeśli ktoś jest zbyt wrażliwy długo siedzi w nim ta krytyka.
    Ciebie oceniano jako dziecko,obecnie ich opinia byłaby inna.Inaczej też teraz zareagowałabyś na takie ocenianie.
    Dlatego uważam,że lepiej ugryźć się w język niż powiedzieć za dużo.
    Chyba zbyt mocno jesteśmy upojeni własnymi emocjami,trzeba wyluzować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyt mocno jesteśmy upojeni własnymi emocjami... Zajebiste zdanie, mocne w moim odczuciu. Chciałam napisać ocenie:) Tak, chorujemy w dużym stopniu na ewidentny brak dystansu do samych siebie i nie zawsze to przychodzi z wiekiem. Powiem tylko, że nie w dzieciństwie byłam oceniana, ale nawet trzy dni temu. Więc ten proces będzie trwał puki żyje oceniający a nawet i dłużej. Szkopuł w tym, żeby przestać przejmować się tymi ocenami jak innymi. No bo jak to brzmi jak prawie 40letniej kobiecie mówi ktoś "że z Ciebie nic już nie będzie". A co ma być jeszcze? Przecież ja jestem przed półmetkiem życia, a nie na wylocie ze szkoły podstawowej... Ogarnij się człeku. I przestań wylewać na mnie swoje żale za niespełnione życie i pozwól spełniać mi moje...
      Wiesz Hanno, czasem jak się zranisz, to nawet tego nie zauważysz, czasem zauważysz i nic sie nie dzieje, ładnie się zagoi i zniknie. A czasem nie dość że proces powstawania rany jest bolesny to jeszcze nie chce się ona zagoić, babrze się i otwiera, gnije i śmierdzi... i nie wiesz czemu ta akurat się tak biesi.

      Usuń
    2. Może ktoś próbuje manipulować Twoimi emocjami?
      Znasz Tatianę Mitkową?Ma stronę na YT i prowadzi bloga.Moim zdaniem to najlepsza coacherka w sieci,mówi prosto z mostu,z pochodzenia Rosjanka.O manipulacjach,o mężczyznach pickuperach, o związkach, przyjaźniach i jak się nie dać wkręcić.
      Jak mam trochę czasu chętnie jej słucham,chociaż nie jestem tak radykalna jak ona.Jednak wiele można się nauczyć o relacjach międzyludzkich.
      https://www.youtube.com/watch?v=-5tPyMjkgNU
      https://www.youtube.com/watch?v=WqIwjTgUJ1M

      Na jej starszych filmikach słychać denerwującą muzykę;)

      Usuń
    3. Nie znam, zajrzę bo lubię słuchać i poznawać nowych ciekawych ludzi. Hanno, ja znam tego kto zadaje i rozdrapuje moją ranę, to ofiara ofiary ofiary która nie zna innej możliwości jak manipulować i motać by uzyskać dla siebie to co dla niej tak ważne. Kwestia tego, że dla mnie racjonalne wyjaśnienie tego na razie nie wystarcza by nie reagować. To pole na którym mam co robić.

      Usuń
  4. Luna, a jest opcja, żeby nie oceniać siebie? Zgodzić się na to, że jest jak jest i zdarza ci się podokuczać innym? Ot tak, po prostu? Nie korygować, nie uświadamiać sobie, nie egzorcyzmować, tylko zgodzić się na siebie, taką jaka jesteś? To też etap, wszystko jest etapem. Twoje podejście do twojej sztuki, odzwierciedla twoje podejście do samej siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście jest taka opcja i chyba w takiej opcji przez większość czasu jestem. Ale jak sama wiesz czasem coś Cię tak "striggeruje" że nie możesz przejść obok obojętnie. Ale pozwalam sobie na wiele, jednak wiem kiedy pozwalanie jest folgowaniem.

      Usuń
  5. Folgowanie też jest ok :)Czasem mocno potrzebne. Fajnie, że znów piszesz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się folgowanie kojarzy z niebezpiecznym rozleniwieniem, takim destrukcyjnym dla aktywności. Ale to moja nomenklatura. Też się cieszę, że pisze, bo mam o czym.

      Usuń
  6. Cóż, chyba najbardziej oceniania uczy nas szkoła. Nie wyłania talentów, ale organizuje wyścig szczurów na każdym poziomie. Testy, czerwone paski, nieistotne kto jaki ma temperament, zainteresowania, talenty. Z takim bagażem wchodzimy w życie i...sami oceniamy.
    Oceniamy, osądzamy, naprawiamy...
    Czy oceniający chcę nam zrobić krzywdę? na ogół nie. Nie zna tylko mechanizmów jak to działa, bo sam był oceniany, osądzany, naprawiany. I tak karuzela się kręci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że szkoła i ten chory system powykrzywiał nas na całego, ale jeśli się miało normalny dom to można bylo jakoś to zniwelować. A jak w domu było dodatkowe ocenianie, przez tę najważniejszą osobę, porównywanie i ciągłe wpędzanie w poczucie winy i niższości to już się nadaje do leczenia potem.
      Dziękuję za komentarz.

      Usuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.