Jak uratować 100 kotów - wysterylizuj jednego

czwartek, 22 marca 2018

"Mruczący anioł" odc 4

Witam najserdeczniej. Bardzo się cieszę, że podobają wam się dzieła mojej znajomej Marii. Wiem, że jest jej niezmiernie miło, iż spotkały się z tak dobrym odbiorem. 
Ja sama, ostatnie dwa tygodnie z hakiem - przespałam. Przyznaję się absolutnie bez bicia, spałam niemal całe dnie i noce z przerwami na pracę zawodową. No czasem tak jest i nie da się z tym wygrać. Z tego moje spania niewiele wyszło ale jednak coś się wyskrobało zatem...
Trochę czasu minęło od ostatniej publikacji moich pisadełek.





"Mruczący Anioł" odc 4.

 
Marianna powoli się uspokajała po nieoczekiwanym i niemiłym spotkaniu z natrętem. Zupełnie nie potrafiła zrozumieć o co mu tak naprawdę chodziło. Kilka minut trwało nim jej oddech i tętno powróciły do normy. Ponownie ustawiła aparat na statywie i wycelowała w jej zdaniem najodpowiedniejsze miejsce. Teraz wystarczyło tylko naprawdę cichutko i spokojnie czekać. Pan Piotr skarżył się na karczowniki, zatem spodziewała się tych właśnie gryzoni. Co o nich wie? Że są powszechne w całym kraju, wielkości szczura ale o futerku barwy uzależnionej od występowania. I tak z tego co pamiętała to tu na zachodzie były one czarne lub czarnoszare na grzbiecie i szare od spodu. Na wschodzie kraju karczowniki zazwyczaj są szaro lub brunatnordzawe na grzbiecie. Ot, dla zwykłego zjadacza chleba to taka spuchnięta mysz lub po prostu szczur z krótszym pyszczkiem.
Ale Marianna kochała gryzonie, wbrew temu jak są niecierpiane przez zdecydowaną większość ludzi. A jej faworytami były nornice rude i myszy zaroślowe. Zajmowały to samo środowisko i bardzo często konkurowały ze sobą w swoich niszach. Na myśl o nornicach zrobiło jej się ciepło i uśmiechnęła się do siebie.
Po ponad półtorej godzinie siedzenia niemal bez ruchu, coś przywołało ją do rzeczywistości. Na małym klepisku między kępami traw w odległości jakichś pięciu metrów od niej mignął mały cień. Skupiła wzrok na tym miejscu i ruszając się bardzo wolno i płynnie przesunęła obiektyw tam gdzie przemknął cień. Nie musiała czekać długo gdy drugi cień pojawił się w polu widzenia aparatu. Szybka reakcja i kilka klatek uwiecznionych. Skorygowała parametry bezgłośnie i zamarła.
Bury i krępy gryzoń siedział na tylnych łapkach i paciorkowatymi oczkami wpatrywał się w obiektyw. Po kilku sekundach zaczął się czyścić zawzięcie i wtedy swobodniej mogła zrobić mu jeszcze kilka zdjęć. Opatrzności przy tym dziękowała za to że rok temu rodzice i przyjaciółki złożyli się na jej urodziny i jak dołożyła nieco swoich oszczędności mogła zakupić wymarzony aparat nie zaciągając żadnego kredytu. Dzięki temu teraz nie musiała się przejmować tym, że łapki zwierzątka poruszają się w takim tempie, że ludzkie oko tylko mgiełkę widzi. Jej aparat to wychwytywał. Była tak szczęśliwa, jak dziecko znajdujące pod choinką wymarzoną lalkę.
Światło było co prawda już nieco ostre ale wcale jej to nie przeszkadzało, teraz nie przeszkadzało, bo jeszcze rok temu, w starym aparacie nie miała możliwości ustawienia parametrów tak by zniwelować w pewnym stopniu tę niedogodność. Czuła się podekscytowana. Mogła obserwować i uwieczniać karczownika w środowisku naturalnym podczas porannej toalety. Jednak toaleta szybko się skończyła i stworzonko napięło się odwracając błyskawicznie. W polu widzenia pojawił się kolejny gryzoń. I rozpętało się małe gryzoniowe piekiełko. Przybyły uniósł się na tylnych łapkach i zapiszczał, a czyścioszek rzucił na niego.
Marianna zmniejszyła ogniskową aby uwiecznić nieco szerszy plan i zaczęła robić zdjęcia seryjnie. Samce były tak zajęte walką o terytorium, że nie zwracały na nią uwagi. Ale to akurat było do przewidzenia, że jeśli tylko gdzieś tu są i będą zajęte pilnowaniem terytorium i zalotami to będzie miała pole do popisu. Z emocji aż zrobiło jej się gorąco. Ale po chwili oba rozjuszone gryzonie gdzieś zniknęły w trawach.
Kobieta siedziała jeszcze przez dwie godziny i doszła do wniosku, że na dziś wystarczy. I tak będzie miała co robić przez resztę dnia w domu. Trzeba obrobić fotografie i napisać artykuł. Przez to co miała możliwość obserwować zapomniała o incydencie z obcym. Zadowolona zebrała w miarę dyskretnie swoje manele i radosnym krokiem ruszyła do samochodu. Przez myśl jej przeszło, że może niekoniecznie powinna się ograniczać tylko do fotografii, może powinna skorzystać czasem z możliwości jakie daje aparat, a ponoć dawał całkiem spore. Z tego to napisane na opakowaniu i w instrukcji to kręcił filmy full HD. Tylko co z dźwiękiem? Nie ważne. Ma wspaniałą relację w walk terytorialnych karczownika i jest prze-szczęśliwa. Miała nadzieję, że już nic jej tego dnia nie zaskoczy.
Ale opatrzność miała inne plany, o czym Marianna przekonała się zaraz jak tylko wyszła ze szkółki na drogę gdzie zaparkowała samochód. Jak podeszła do swojego auta ze zdziwieniem zobaczyła że na jego dachu siedzi wielki kudłaty kot. Zatrzymała się przed autem i przyjrzała zwierzęciu. Nie był to zwykły dachowiec lecz z całą pewnością jeśli nie rasowy to przynajmniej wymieszany z jakąś rasą kot. I był ze dwa razy większy od większości kotów domowych jakie miała okazję widzieć. Siedział na środku dachu i intensywnie się jej przyglądał. A oczy miał tak zielone jakby rosnąca wokół trawa odbijała się w nich niczym w zwierciadle. I tak inteligentnie patrzył, niczym mędrzec jakiś.
     - No witaj piękny – Powiedziała zachwycona urodą kota. - Co Cię do mnie sprowadza przystojniaku? -Nie wiedziała czemu, ale była pewna, że ten kot to kocur nie kocica.
Zwierzę nadal siedziało niczym posąg i nawet nie mrugnęło. Marianna zaczęła czuć się nieco nieswojo pod tym czujnym spojrzeniem. Rozejrzała się niepewnie i nie stwierdziwszy niczyjej obecności podeszła do auta i otworzyła je. Nawet dźwięk otwieranego zamka centralnego nie spłoszył kocura. Dziewczyna wrzuciła siatkę maskującą za przednie siedzenie, a torbę ze sprzętem fotograficznym położyła na tylnym i zapięła pasem tak by przy ostrzejszym hamowaniu nie uszkodziło się nic.
    - No i co, będziesz tak siedział na tym dachu aż ruszę? - Zapytała z uśmiechem i pokręciła głową. Chwilę jeszcze patrzyła na kota po czym wzruszyła ramionami i usiadła za kierownicą. Zapaliła silnik i nasłuchiwała czy kot zeskoczył. Nic nie usłyszała więc zerknęła w lusterka ale tam też nie zobaczyła kota. Otworzyła szybę i wyjrzała. Nic. Powili ruszyła, wierząc, iż nie jest na tyle głupi, by pozwolić się rozjechać. Szkoda byłoby tak pięknego stworzenia.
Jadąc do domu na zmianę myślała o swoich karczownikach i o pięknym kocie. Kiedy podjechała pod dom, długą szeregówkę jeszcze z czasów poniemieckich przeżyła największy szok tego dnia. Właśnie zamierzała wysiąść, kiedy zerknęła w lusterko i zdrętwiała. W lusterku patrzyły na nią zielone ślepia kudłatego kota. Zamknęła oczy i zacisnęła powieki.
    - Sen mara, Bóg wiara – Szepnęła zaklęcie, które bardzo często powtarzała jej babcia i otworzyła oczy. Nie patrzyła jednak w lusterko tylko odwróciła jakby oczekiwała zabójcy na tylnym siedzeniu.
   - O Boże i wszyscy święci w niebiosach! Jak to możliwe?! Jak ty się tu dostałeś? - Kocur spokojnie leżał na siedzeniu i lekko wachlował puszystym ogonem. A spojrzenie miał takie jakby pytał: O co Ci chodzi?


Robert wrócił do domu i musiał zmienić swoje plany. Nim dojechał zaczął czuć się naprawdę źle. Jak wszedł do mieszkania, oblewały go już zimne poty i miał dreszcze. A po mniej więcej godzinie pojawiły się mdłości i w końcu ostre wymioty. Był w tak złym stanie, że nie miał siły iść do łazienki i musiał wziąć ze sobą miskę na pranie.
Gdzieś do jego świadomości docierały niejasne dźwięki ale nie był w stanie rozróżnić ani ich pochodzenia ani rodzaju. Może to były dźwięki z otoczenia, a może z jego głowy. Majaczył i miał straszliwe halucynacje. Widział rzeczy których jego wyobraźnia nie byłaby w stanie stworzyć, przynajmniej tak mu się wydawało. Było mu przeraźliwie zimno, wszędzie sypało śniegiem i wiał porywisty wiatr. Robert szczękał zębami i telepał się jak w malarii. Walczył ze sztywną od zimna i zamarzniętej wilgoci szmatą, która owinięta wokół niego krępowała mu ruchy i dusiła. Chciał krzyczeć ale nie mógł, tak miał ściśnięte gardło. Jego nozdrza wychwyciły straszliwy fetor, czegoś co przypominało gnijące mięso i pleśń. Okazało się, że to płachta która go więziła jest mokra ale nie od śniegu czy deszczu, a od krwi. I on wiedział, że to nie była krew ludzka. Wpadł w panikę i zaczął się konwulsyjnie szarpać, ale ta śmierdząca ściera niczym żywa oplatała go i niewoliła.
Nagle usłyszał gardłowy warkot. A śnieg niemal zasypał go już po usta. Dusił się. Kątem oka dostrzegł olbrzymie i paskudne bezwłose zwierzę. Przypominało wilka o skórze świni, ze szczeciną jedynie na karku jak u dzika. Nabiegłe krwią ślepia z obłędem zeń wyzierającym przewiercały go na wskroś. Z otwartej paszczy ciekła po żółtych zębiskach cuchnąca, gęsta ślina. Zwierzę podchodziło do niego powoli lecz sukcesywnie i Robert wiedział jak to się skończy. Nie mógł oddychać bo śnieg zasypał mu już usta i częściowo dziurki od nosa. A histeryczny krzyk uwiązł mu w gardle.

   - Robert! Na Boga, co ci jest, Robert, odpowiedz – Kobiecy głos nieśmiało przebijał się do jego świadomości. - Słyszysz mnie? O Boże, jest blady jak ściana... może trzeba po pogotowie zadzwonić?


Kiedy tylko Marianna przekroczyła próg mieszkania doszedł ja podekscytowany głos Kasi.
   - Kupiłam pawia!
   - Co?
   - I króliki mi się rozmnożyły, super nie?
Dziewczyna przez chwilę trawiła wiadomość o pawiu oraz królikach i po chwili dotarło do niej, że przyjaciółka mówi o grze internetowej w którą ostatnimi dniami intensywnie grywa. A może to były dwie gry? Mniejsza z tym.
   - No super, mam więc dla ciebie jeszcze jeden eksponat do tej menażerii. - Powiedziała zatrzymując się na środku saloniku.
     - A co, złapałaś coś nie tylko w obiektyw? - Doszedł ją roześmiany głos z pokoju obok.
   - Sama zobacz – Zachęciła ją i uniosła jedną brew czekając na pojawienie się Kasi.
Nie musiała czekać długo, Kaśka z natury wścibska była i niecierpliwa. Jak tylko wyłoniła się ze swojego pokoju od razu zobaczyła „eksponat”. Oczy jej urosły i zasłoniła dłońmi usta. Aha, zacznie piszczeć i podskakiwać.
   - Jejuńciu! Jaki piękny! - Tak jak Marianna przewidziała, zaczęła piszczeć z zachwytu ale podskoczyła tylko raz – Skąd go masz?
   - Z sadu.
   - Ale jak?
Rudowłosa doktorka od myszy odłożyła swój sprzęt na podłogę w swojej sypialni i wróciła z laptopem do saloniku. Usiadła na ulubionym fotelu i podparła głowę ręką. Kaśka cały czas podlizywała się kotu, który siedział na środku przejścia między kuchnią, a przedpokojem i delikatnie wachlował końcówką puszystego ogona.
   - Sama w to nie wierzę – Zaczęła. Na prawdę nie wierzyła w to co się stało. I w to, jak ten kot się zachowywał. Przecież jak wysiadła z samochodu i otworzyła drzwi to po prostu sobie wyszedł z niego i usiadł nieopodal czekając, aż ona wypakuje wszystkie swoje szpargały. Następnie jak szkolony podreptał za nią do drzwi wejściowych od budynku i prosto do jej mieszkania.
   - Ale czy on jest bezdomny? - Zaciekawiła się Kaśka jak wysłuchała opowieści współlokatorki.
   - Ty, no wybacz ale on mi na zdziczałego bezdomnego nie wygląda. Spójrz tylko na to futro, nawet stąd widzę, jak błyszczy.
Na te słowa ciemnowłosa bez zastanowienia pogłaskała kota. Po chwili się wystraszyła, czy jej nie drapnie, ale on tylko przymknął oczy i zamruczał gardłowo. Zaczęła go więc delikatnie gładzić po łebku i drapać za uszami. A on coraz głośniej mruczał.
   - Jest wspaniały. I wygląda na to, że oswojony.
   - No na to wygląda, ale i tak jutro wywieszę w okolicy sadu info, że go znalazłam. Zrób mu jakąś fotkę jak już tak się zaprzyjaźniliście. - Głos Marianny wskazywał na to, że coś jej nie odpowiada, była zniecierpliwiona.
   - Stało się coś jeszcze? - Zapytała przyjaciółka, zatroskana wstając i idąc po swój telefon.
   - A co? Mało Ci jeszcze?
   - Nie, ale coś mam wrażenie, że to nie koniec. No ustaw się ładnie – Powiedziała do kota i zrobiła mu zdjęcie smartfonem – Nie było myszy i innych gryzoni?
   - Były, ale jakie, pokarzę ci zdjęcia bo sama jestem ciekawa efektu na monitorze – Oczy Marianny od razu zalśniły – Ale nie uwierzysz w co innego.
   - Dawaj, nudzę się dzisiaj więc jestem głodna sensacji.
Zmęczona do tej pory dziwnie jakoś, badaczka karczowników parsknęła śmiechem i wstała. W drzwiach do kuchni odwróciła się i z teatralną miną rzekła:
   - Czekaj, czekaj... zrobię naszą ulubioną kawę i pogadamy – Zacytowała natrętnie lecącą ostatnio w telewizji reklamę i weszła do kuchni. - A poważnie to chcesz kawy czy coś innego?
   - Nic nie chcę, mam sok. Mów, bo mnie tu rozsadzi.
   - Pamiętasz tego barana co mi motorem przepłoszył łasicę.
   - No trudno nie pamiętać, tyle psów na nim powiesiłaś. Co z nim?
   - Wyobraź sobie, że znów mi spieprzył zasiadkę, pojawiając się w sadzie.
Kaśka zaniemówiła na ułamek sekundy. Marianna w tym czasie z parująca kawą usiadła z powrotem na swoim fotelu i włączyła laptopa.
   - Co on robił w uczelnianym sadzie?
   - Podobno zobaczył mój samochód i pojechał za mną. Chciał mnie niby przeprosić i coś o kawie bredził, ale przy tym tak obleśnie zlustrował, że go pogoniłam. - Skrzywiła się z niesmakiem na wspomnienie incydentu.
   - E, czyli wpadłaś mu w oko.
   - A daj mi spokój z takim amantem od siedmiu boleści. - Żachnęła się.
   - No ale popatrz, żeby pojechać tak za dziewczyną, bo chciał przeprosić.
   - Kaśka, ja się wczoraj nie urodziłam i wiem, że krystalicznie czystych zamiarów to on nie miał. I w ogóle to kompletnie nie w moim stylu.
   - Nie?
   - Ty, laska. Ile lat ty mnie znasz? To chyba wiesz, że cwaniaczki z sygnecikiem na małym paluszku mnie nie kręcą.
Kot w tym momencie postanowił zmienić temat rozmowy i dumnie maszerując przeszedł ze swojego dotychczasowego miejsca do fotela na którym siedział jego szofer. Skupił tym samym na sobie uwagę obu dziewczyn. Spojrzał Mariannie w oczy, mrugnął powoli nimi i wskoczył jej na kolana. Wystraszona nawet nie zareagowała tylko zamarła, a on bez ceregieli umościł się i mrucząc położył w najwygodniejszej pozycji. Po kilku chwilach spał dalej cicho mrucząc, a ona poczuła, jak to mruczenie i jego ciepło działa na nią kojąco. Nawet ewidentny ciężar kota jej nie przeszkadzał. Przymknęła oczy i głęboko westchnęła wypuszczając razem z powietrzem zmartwienia i stres.


Bardzo dziękuję za uwagę i za cierpliwość. Oby do wiosny. Pozdrawiam.

14 komentarzy:

  1. kurcze Maryś mnie wciągnęło... musiałam sobie szybciutko to znowu poczytać i... czekam na więcej! :)
    pisz dziewczę ;-)
    ściskam mooocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Basiu, chociażby dla ciebie jednej coś naskrobię. Już niedługo.

      Usuń
  2. Sen przynosi czasami zaskakująco dobre rezultaty i to jest właśnie ten przypadek. Też z utęsknieniem wyglądam wiosny.
    Serdecznie pozdrawiam M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czasem trzeba pospać, żeby zregenerować siły do działania. Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Przeczytane i czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek! A Tymczasem zachęcam do odwiedzenia mojego bloga o kotach i kocich przygodach https://bolubiekoty.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny i chętnie zajrzę do Ciebie. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Masz lekkie pióro. Nie zmarnuj tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, postaram się. Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Czekam na ciąg dalszy-niecierpliwie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebawem, już jest ale jeszcze muszę dopracować. Dziękuję z całego serca.

      Usuń
  6. Wracam do poprzednich odcinków, gdyż ich nie znam. Tym bardzo się zaciekawiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, miałam długa przerwę w pisaniu tego i publikowaniu, więc dla ułatwienia dodałam linki do poprzednich części. Miłego czytania, oby się spodobało.
      Dziękuję.

      Usuń
  7. A to nasza bohaterka ma szczęście do gryzoni i kotów (a Kasia do pawi :P. Stan Roberta za to bardzo niepokojący. Przeczytałam dzisiaj wszystkie części :) czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowicie się cieszę. Postaram się jak najszybciej publikować wszystkie powstające odcinki. Bardzo mnie radują i budują te słowa.

      Usuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.