wtorek, 28 sierpnia 2018

Wełenkowy Łatuś Filcuś

Tak, to już pewne i stwierdzone przez niezależne i niezawisłe organy badawczo naukowe - zapadłam na wełenkową manię dziobania. 
Dziobię i dziobię i różne mi z tego dziobania wychodzą. Ale dziobię wytrwale i nawet się szczękościsku nabawiłam. Chyba wrócę do życia gum, żeby go nie mieć. No, ale ważne że dziobię, ćwiczę, uczę się, szukam. 
I tak, w ten weekend wydziobałam (zaczęłam w tygodniu) takiego oto Łatusia-Filcusia. 

Mały zezolek. 
Kociak jest niczym innym jak przyciskiem do papieru. Dla obciążenia ma w brzuszku kamień. 
Dla lepszego efektu zakupiłam na alle...itd. specjalne oczka do maskotek. Z nimi nabrał dla mnie żywszego wyrazu. Było to też oczywiście w głównej mierze ćwiczenie. Ćwiczyłam nadawanie kształtu, głównie skupiałam się tu na główce i pyszczku. Jeszcze daleka droga przede mną. Ćwiczyłam też montowanie długich włosków na ogonie i wokół pysia. No i wąsy. Hehe. Każdy żyje swoim życiem i nie chcą współpracować. 
 W tak zwanym międzyczasie zaczęłam pracować nad wiewiórką, taką realistyczną. Oj... se wymyśliłam. Musiałam jednak spauzować na rzecz prostszych form, na razie. Jeszcze nie mam tak wprawnych dłoni by robić małe wiewiórcze łapki. Ale ogon już umiem:)
Obawiam się, że was w najbliższym czasie zanudzę tymi wełniakami. Ale co ja na to poradzę jak przed snem widzę dziobanie, śnię o dziobaniu i jak się budzę to mi smutno, że nie mogę od razu zasiąść do dziobania. Ech... 
Powiem wam, że to jest fantastyczne uczucie kiedy z nieforemnego obłoczka wełny powoli wydobywa się konkretny kształt, który mogę modyfikować dodając materiału bądź mocniej ubić igłą. Że mogę w dowolny sposób formować tę materię i nadawać jej barwę wspaniale niejednolitą, cieniowaną, przenikającą się. Coś genialnego.  W tej technice ogranicza mnie jedynie moja kreatywność i umiejętności, które jak wieżę, będę szczęśliwie rozwijać. 
Pozdrawiam i do następnego zwierzaka z wełny , zapewne.
 

 
 
 

40 komentarzy:

  1. Możesz nas zanudzać, kotek wyszedł świetnie:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, zatem będę zanudzać aż sama się znudzę:)Również pozdrawiam.

      Usuń
  2. No to wpadłaś z tym filcowaniem:):):)Ale super Ci wychodzi. A to wcale nie prosta praca. Pyszczor kocurka jest przesłodki. Aż się chce takiego przytulić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, pierwsze co zrobiłam to go przytuliłam. Wpadłam jak śliwka w kompot i jakoś mi z tym dobrze.

      Usuń
  3. Kochana, masz manualny talent, dlatego jak Ci się to podoba to dziób do woli, mnie się nigdy nie znudzą Twoje dzieła.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Po raz pierwszy czytam stwierdzenie o talencie manualnym w odniesieniu do siebie ale to prawda, zaskakująco łatwo złapałam bakcyla i zasady. Skoro mam tn dar czemu go nie wykorzystywać. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Dziob, dziob, na pewno dojdziesz do takiej wprawy, że nawet rosjanki będą wymiękać. Kocio jest miluśki, nawet z tymi niesfornymi wąsami. M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Rosjanki to wysoka poprzeczka. Zastanawia mnie jak to się dzieje, że u nich rękodzieło jest na tak wysokim poziomie a u nas ledwo dycha. Zachłysnęliśmy się zachodem i chałturą z plastiku?

      Usuń
  5. Zanudzaj, do oporu :-) Uczycie znam, kiedyś tak wpadłam z masą solną :-) Chyba do niej wrócę...tak czytam cię i zarażam się i przypominam sobie, jakie to było fajne. I kwiaty z bibułki, i sztalugi stoją w kącie. Ty dziób i pisz, a ja też się podczepię pod tę falę :-) ciut mnie przemieliło ostatnio i potrzebuję kopa :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, na prawdę warto, chyba nic tak nie poprawia samopoczucia jak spełnianie się w paski z pozytywnym skutkiem i możliwością pochwalenia się swoimi wytworami. Bo poczucie, że coś się zrobiło jest uzdrawiające. Zachęcam.

      Usuń
  6. O zanudzeniu nie ma mowy! Niech powstanie cały zwierzyniec, a kotek jest śliczny.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, biorąc pod uwagę na przykład owady to by mi chyba życia zabrakło ale jak się ograniczę do kręgowców... to jest szansa. Serdeczności.

      Usuń
  7. Kotek wygląda genialnie :). Zanudzaj nas tym ile chcesz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, chętnie spełnię obietnicę. Tylko czasu czasem brakuje.

      Usuń
  8. Wiem, że pisałaś, jak to robisz, ale ja jestem obrazkowy, więc poproszę o obrazki ze wszystkich! etapów dziobingu:)) PS. A wiewióra kiedy pokażesz, a?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, jak się poczuję pewniej to zacznę uwieczniać poszczególne etapy. Na razie jestem tak zaaferowania samym procesem, że nie myślę o tym. A co do Rudej... jestem w trakcie.

      Usuń
  9. No to fajnie,że wpadłeś w filcowanie po uszy. Talent masz,więc miło coś świeżego i ładnego pooglądać.
    Koteł słodki ,tylko taki bidulek jeszcze samotny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milo mi czytać takie słowa. Nie jest sam. Towarzyszy mu Myszula.

      Usuń
  10. I od razu widać te wplecione serce
    No jak żyw kociaczek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie to piękne Elu. Sporo serca w to włożyłam, bo chciałam się na prawdę nauczyć jak najwięcej. Wiem, że bardzo długa droga przede mną, ale mi się ta podróż bardzo podoba.

      Usuń
  11. O masz komentarz znikł wrrrr...
    Śliczny ci wyszedł kotek jak naa ierwsszy raz..
    Nie jest to chyba łatwe robić takie maskotki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Krysiu, myślałam że robi się je trudniej. Chociaż są elementy które wydawały mi się bardzo proste a sprawiają trudności. Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  12. Cudowny kociak! Dobrze, że zapadłaś na taka fajną chorobę, obyś szybo nie wyzdrowiała:)))) Filcowanie odpręża. Jesteś zdolna :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jeszcze nieco spina, bo się staram jak najlepiej coś tam zrobić, ale już większe kształty, jak tułów, faktycznie sprawia mi przyjemność nakłuwanie wełny. Dziękuję za komplement.

      Usuń
  13. Śliczny, przytulaśny koteczek :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Sprawdziłam na YT jak to dziobanie wygląda. No podziwiam! Kocurek uroczy.:)))
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się wszyscy znajomi pytają jak z kłębka włóczki wychodzi takie coś. Nie mam już siły tłumaczyć mechanizmów działania każdemu z osobna. A są realnie ciekawi. Mnie też to nadal fascynuje.

      Usuń
  15. no pięknisty kociak - bez dwóch zdań wpadłaś Marysiu ! i szybko się nie wydostaniesz; ale co tam - pięknie Ci to wychodzi :)
    ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja liczę że się w ogóle nie wydostane, nawet nie będę chciała. Dzięki Basiu, pozdrawiam.

      Usuń
  16. Cudne!!!!!!!!!! Jestem pod wrażeniem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie Elu. Pozdrawiam i ściskam kociaki.

      Usuń
  17. Jestem zachwycona tym kociaczkiem. Słodziaczek. Wspaniała praca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże mi miło czytać takie słowa. Dziękuję z całego serca.

      Usuń
  18. śliczny! Ja się przymierzam do filcowania jak pies do jeża. Kupiłam jakiś starter set ale póki co leży i czeka na wenę. Wena kiedyś nadejdzie, na razie skierowała się w innym kierunku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami tak właśnie jest. Miałam tak z pastelami. Dziękuję za komentarz.

      Usuń
  19. Jaki słodki ciapulec :3 taki kochany, a te oczy jak żywe, pysiu taki słodki :3

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podoba Ci się co piszę, lubisz spędzać czas przy moim blogu, daj mi o tym znać komentując. Dziękuję z całego serca.